To pierwsze poważne przejęcie w sektorze lotniczym od zamachów terrorystycznych z 11 września 2001 r. Utworzenie nowej linii pozwoli US Airways (taką nazwę przyjmie spółka po połączeniu) na skuteczniejsze konkurowanie z ofertą tanich przewoźników, przede wszystkim Southwest oraz JetBlue.
Linie America West nie mają dość pieniędzy, aby w pełni sfinansować fuzję. Dodatkowe 1,5 mld USD zebrano dzięki funduszom hedgingowym, emitentom kart kredytowych, Airbusowi oraz spółce ACE, do której należą Air Canada. Po dokapitalizowaniu linia lotnicza powinna okazać się rentowna, nawet przy utrzymujących się teraz wysokich cenach paliwa. Według dyrektora generalnego America West, ma powstać "pierwsza ogólnokrajowa, tania linia lotnicza".
Siedziba nowej spółki będzie się mieścić w Tempe, w Arizonie, gdzie do tej pory mieściła się kwatera główna America West. Od America West przewoźnik przejmie system wyceniania biletów. Łączące się linie mają zredukować nierentowne połączenia lotnicze i utrzymywać w powietrzu 361 dużych i średnich maszyn. To o 58 mniej niż obaj przewoźnicy posiadali na początku 2005 r. Nieużywane maszyny zostaną zwrócone właścicielom.
Zanim jednak dojdzie do sfinalizowania fuzji, planowanego na jesień br., US Airways będą musiały odeprzeć ataki związkowców, wierzycieli oraz władz regulacyjnych w Waszyngtonie. Linie bronią się bowiem przed likwidacją w sądzie upadłościowym. Teraz będą musiały udowodnić, że wierzyciele bardziej skorzystają na fuzji, niż na wyprzedaży majątku spółki.
Eksperci z Wall Street przewidują, że fuzja nie będzie łatwa. Łączą się bowiem dwaj zupełnie różni przewoźnicy. US Airways są tradycyjnymi liniami lotniczymi. America West z kolei to typowy tani przewoźnik. Obie firmy mają silne związki zawodowe, które będą ostro protestować przeciwko nieuniknionym zwolnieniom zbiorowym. Personel US Airways ma także z reguły dłuższy staż zawodowy i będzie korzystać z większych przywilejów.