W miniony weekend kanclerz Schroeder ogłosił, że będzie dążył do tego, aby wybory do niemieckiego parlamentu odbyły się w możliwie najszybszym terminie. Jego partia socjaldemokratyczna (SPD) przegrywa kolejne wybory w poszczególnych landach (właśnie oddała piastowaną od 39 lat władzę w Nadrenii Westfalii) i szykuje się już do przejęcia roli opozycji, bo w sondażach CDU ma coraz większe poparcie. Według kanclerza, wybory powinny się odbyć jeszcze w tym roku.
Ta wiadomość ożywiła wczoraj frankfurcką giełdę. - Inwestorzy odbierają ją pozytywnie. Faworyt wyborów, czyli CDU, to partia uważana za znacznie bardziej prorynkową niż SPD - powiedział Bloombergowi Neil Dwane z Allianz Dresdner Global Investors. - To wspaniała wiadomość. Gospodarka i giełda potrzebują tej zmiany. Większość branż na pewno się cieszy - wtórował mu Nigel Bolton, dyrektor ds. inwestycji Scottish Widows Investment Partnership. Wśród spółek, które najmocniej zareagowały na deklaracje kanclerza, znalazły się m.in. E.ON i RWE. Akcje obu potentatów energetycznych zdrożały po kilka procent, ponieważ CDU prawdopodobnie nie zgodzi się na zamknięcie przez nie elektrowni atomowych przynoszących im największy zysk. Indeks DAX w pierwszych godzinach sesji we Frankfurcie zyskał ponad 1% (dla porównania paryski CAC-40 wzrósł o 0,3%, a londyński FT-SE 100 o 0,1%). Według analityków HVB Group, w ciągu najbliższych 12 miesięcy DAX może zyskać nawet 10%.
Pod rządami Schroedera gospodarka niemiecka rozwija się bardzo słabo. Według prognoz, w tym roku PKB naszych zachodnich sąsiadów wzrośnie najwolniej wśród wszystkich 25 krajów należących do Unii Europejskiej. Bezrobocie znalazło się na najwyższym poziomie po wojnie (obecnie stopa wynosi 11,8%), zaufanie przedsiębiorców jest teraz najniższe od 19 miesięcy.