Kilkakrotnie broniony poziom 1850 punktów nie oparł się w końcu naporowi sprzedających, ale niecałe 50 punktów niżej została na nich zastawiona kolejna "pułapka" i tym razem górą były siły popytowe. Korekta przyszła więc dość dokładnie w spodziewanym miejscu. Rozpoczęła się pięknym wybiciem z dwumiesięcznego spadającego klina i jako taka wygląda niemal "podręcznikowo". Jeśli już o teorii mowa, to warto pomyśleć chwilę, jaki może być zasięg trwającego wzrostu (a może już się zakończył?). 1900 punktów to pierwszy nasuwający się poziom, a potem, aż do 1950 punktów jest dość gęsto... Nie nastraja to może zbytnim optymizmem, ale indeksy zagraniczne wykazują w tym momencie dość dużą siłę, choć jeszcze półtora tygodnia temu nikt by ich o to nie podejrzewał. Myślę więc, że rynek spokojnie może wspiąć się nawet powyżej 1950 punktów - a to i tak dopiero połowa dwuipółmiesięcznych spadków.
Tempo rynku pierwotnego nie słabnie. W najbliższych dniach zamykane będą oferty Lotosu i Opoczna - do każdej kolejnej emisji inwestorzy podchodzą z coraz większym sceptycyzmem i chociaż te akurat spółki na pewno cieszyć się będą zainteresowaniem, to nie można już w ciemno zakładać, że każda emisja się sprzeda. Ostatnie przykłady można tylko mnożyć. Na marginesie - zupełnie nie pojmuję, czemu służyć ma tak szerokie ustawienie widełek w book-buildingu Grupy Lotos - jedyne możliwe uzasadnienie to wyśrubowanie ceny w przypadku, gdyby zainteresowanie ofertą zgłosiło nagle 50 zagranicznych inwestorów finansowych działających na zlecenie kogoś innego.
Przez ostatnie trzy dni rynek tkwi prawie dokładnie na tym samym poziomie i spodziewam się, że sytuacja taka potrwa kolejnych kilka dni.
Zwróć uwagę na:
Dębica - trend spadkowy zabrał połowę ceny, może już czas na korektę?