Bez bliższego przyjrzenia się każdemu z notowanych podmiotów nie da się więc precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie o reprezentację małych i średnich spółek w giełdowym krajobrazie Europy. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że w przypadku większości szerokich indeksów - nie wyróżniających spółek ze względu na branżę - relacja między kapitalizacją a przychodami ze sprzedaży (czyli wskaźnik cena/sprzedaż) ujętych w nim firm zazwyczaj zawiera się w przedziale między 1 a 2, można pokusić się o szacunki, poprzestając jedynie na kryterium kapitalizacji. Przeciętnie mała lub średnia spółka - o przychodach nie wyższych od 50 mln euro - nie powinna być wyceniana na więcej niż 100 mln euro.
Z dużych giełd w Europie najlepsze statystyki dotyczące wielkości notowanych firm publikuje London Stock Exchange. Z ostatniego raportu wynika, że na podstawowym, urzędowym parkiecie, na koniec marca notowano 1285 przedsiębiorstw, z których tylko 32% (413 firm) miało kapitalizację poniżej 50 mln funtów (gdyby granicę podnieść do 100 mln funtów, liczba wzrosłaby o 186, a odsetek zwiększyłby się do 46%). Wśród "maluchów" po 142 firmy miały kapitalizację w granicach 25-50 mln funtów i 10-25 mln funtów. Niżej wyceniano 129 przedsiębiorstw. Łączna kapitalizacja notowanych w Londynie niewielkich spółek (o wartości poniżej 50 mln funtów) reprezentuje 0,5% wartości wszystkich firm na LSE.
Zbliżone proporcje dotyczą giełdowego aliansu Euronext. Spośród około tysiąca firm notowanych na parkietach Paryża, Amsterdamu, Brukseli i Lizbony, niespełna 400 to spółki o kapitalizacji poniżej 50 mln euro, a jeśli podwyższyć pułap do 100 mln euro, grupa wzrośnie do ok. pięciuset, czyli połowy wszystkich. W przypadku frankfurckiej Deutsche Boerse udział też jest podobny. Zważywszy że na każdą dużą firmę w Europie przypada kilkadziesiąt małych i średnich, na największych giełdach - gdzie jak widać panuje mniej więcej równowaga między obiema grupami - te proporcje są wyraźnie zachwiane.
Klapa nowych rynków
Jest kilka barier, dla których małe i średnie przedsiębiorstwa nie chcą powszechnie korzystać z giełdy jako instytucji pozwalającej pozyskać kapitał i podnieść prestiż. Wśród przeszkód są między innymi koszty związane z upublicznieniem i późniejszym, zgodnym z regulacjami, wypełnianiem obowiązków sprawozdawczych. Poza tym większość giełd stawia dodatkowe wymagania: firmy przez określony czas przed giełdowym debiutem muszą wykazywać zyski, a po przeprowadzeniu oferty publicznej free-float nie może być niższy niż 25%.
Z oczywistych względów giełdom zależy jednak na przyciągnięciu na parkiet jak największej liczby przedsiębiorstw - podnoszą się opłaty z notowań, zwiększa się płynność i giełdy mogą liczyć na wyższe przychody. Z drugiej strony jak najszerszy wybór spółek na parkiecie leży także w interesie inwestorów. Z szerokiego grona małych firm, często w ogóle pomijanych przez analityków, łatwiej wyłowić akcje, które przyniosą wysoki zwrot. Choć jest też duże ryzyko chybienia, to nagroda za dobry strzał najczęściej jest wyższa niż w przypadku gospodarczych tuzów, czyli giełdowych blue chipów.