Sąd Miejski w Moskwie uznał dawnego miliardera za winnego sześciu z siedmiu postawionych mu zarzutów, m.in. uchylania się od płacenia podatków, przywłaszczenia powierzonego mienia i fałszowania dokumentów. Z powodu przedawnienia sąd nie rozpatrzył oskarżeń dotyczących przejęcia produkującej nawozy spółki Apatit, która w ręce Chodorkowskiego i jego wspólników trafiła w 1994 r.
Sądzony w tym samym procesie Płaton Lebiediew, partner Chodorkowskiego w interesach, również został skazany na dziewięć lat więzienia. Wobec trzeciego z podsądnych, Andrieja Krajnowa, orzeczono pięć i pół roku w zawieszeniu. Dla Chodorkowskiego i Lebiediewa prokurator domagał się maksymalnych kar dziesięciu lat pozbawienia wolności. Były prezes Jukosu spędzi w łagrze siedem i pół roku. Półtora roku (dokładnie 583 dni) odsiedział już w areszcie, czekając na zakończenie procesu. Lebiediew został aresztowany parę miesięcy wcześniej.
O tym, że wyroki dla oligarchów będą skazujące, było wiadomo już przed ponad dwoma tygodniami, w pierwszym dniu odczytywania uzasadnienia. Sędzia Irina Kolesnikowa niemal dokładnie powtórzyła akt oskarżenia. Według prawników Chodorkowskiego, w uzasadnieniu wyroku znalazły się te same literówki i błędy arytmetyczne, które popełniła prokuratura.
- Nikt przy zdrowych zmysłach nie zrozumie tego, co zostało tutaj przeczytane - odpowiedział Lebiediew, zapytany przez sędzię Kolesnikową, czy zrozumiał uzasadnienie wyroku. Obaj oskarżeni uznają, że są niewinni. Twierdzą, że zarzuty zostały sfabrykowane przez popleczników prezydenta Władimira Putina, który postanowił rozprawić się z Chodorkowskim za wspieranie prozachodnich partii opozycyjnych.
Podobnie twierdzi wielu komentatorów. - Nikt nie ma złudzeń, że sąd nie był niezależny. Wyrok musiał być na tyle długi, żeby Chodorkowski przebywał w więzieniu jeszcze w 2008 r., w momencie następnych wyborów prezydenckich - uważa Masza Lipman, analityk polityczny z Carnegie Moscow Centre. - Ponieważ sędzia przychyliła się ku surowej karze, duża część międzynarodowej i krajowej opinii publicznej uzna, że wykonała po prostu polityczny rozkaz - dodaje Christopher Granville z domu maklerskiego UFG.