Sąd cywilny w Bangkoku dał Rerngchaiowi Marakanondowi miesiąc na zwrócenie pieniędzy. Kwota 180 miliardów bahtów - plus 7,5% karnych odsetek - to największe odszkodowanie w dziejach Tajlandii. Nie wiadomo, czy 63-letni finansista podejmie się spłaty tak gigantycznej sumy (grozi mu konfiskata majątku). Na razie za pośrednictwem prawnika zapowiedział apelację.

Rerngchai jest jedynym pracownikiem tajskiej administracji publicznej skazanym w procesie cywilnym za działania związane z kryzysem finansowym z 1997 r. Sąd uznał, że wydając z rezerw walutowych ogromne pieniądze na uporczywą obronę kursu bahta - przewartościowanego po wcześniejszym załamaniu koniunktury na rynku nieruchomości - dopuścił się zaniedbań. - Musiał wiedzieć, że rezerwy są dla waluty pierwszoplanowe, i jak ryzykowne jest wydawanie całej ich puli na interwencje na rynku - stwierdził sąd. W wyniku działań Rerngchaia tajskie rezerwy walutowe w ciągu pół roku stopniały prawie o 40 mld USD.

Z funkcji prezesa banku centralnego Rerngchai ustąpił w lipcu 1997 r. Chwilę później Tajlandia zerwała z reżimem walutowym, w którym baht był sztywno powiązany z dolarem (25 za 1 USD), i upłynniła kurs. O pomoc w utrzymaniu stabilności waluty musiała prosić Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który przyznał jej pożyczkę ratunkową w wysokości 17 mld USD.

Kryzys w Tajlandii obnażył słabości systemów finansowych azjatyckich tygrysów gospodarczych i stał się bezpośrednią przyczyną ucieczki z regionu międzynarodowych inwestorów. Państwa takie jak Indonezja czy Filipiny ogarnęła fala bankructw, miliony obywateli z dnia na dzień z powrotem znalazło się w biedzie. Program reform w asyście międzynarodowych instytucji pozwolił Tajlandii i sąsiednim gospodarkom podźwignąć się z kryzysu.

AFP, CNN