Początek czerwca w sposób naturalny przywołuje wspomnienia i przemyślenia dotyczące dzieciństwa. No cóż, sami teraz kupujemy prezenty, a w dodatku rozmarzamy się, wspominając jakież to zabawki sprawiały radość kiedyś. W tym roku z okazji owych wspominek przypomniałem sobie tzw. cybernetyczną definicję słowa sweter. Zgodnie z kanonem jest to ta część odzieży, którą zakłada się dziecku, kiedy jego rodzicom jest zimno. Definicja akuratna i zabawna w skali mikro przestaje cieszyć, kiedy przełoży się ją na rozmiary makro i w dodatku liczebność sweterków powiększy się o kilka założonych na wszelki wypadek.
Niestety, w ostatnich kilkunastu miesiącach doświadczyliśmy bolesnych skutków złożenia działań przeprowadzanych na wszelki wypadek - jak ulał pasujących do opisu zabawy z nadmierną ilością sweterków. Policzmy przynajmniej te najgrubsze. Pierwszy sweterek związany był z niepewnością, jaka część podwyżek okresu okołoakcesyjnego jest jednorazowa (np. związana z efektem zmian stawek podatkowych czy wyrównywaniem cen naszych z unijnymi na części rynków), a co stanowi dopiero miłe złego początki. No cóż, obserwowane już wcześniej systematyczne zawężanie marż przez handel oraz fakt, iż stosunkowo szybko wyklarowała się ostateczna ilość euro, jaką gotowi byli zapłacić za litr mleka czy kilogram żywca kontrahenci ze starych krajów Unii - powinny być tu rozstrzygające, a nie były.
Drugi ze sweterków założonych na wszelki wypadek dotyczył niepewności, jak ostatecznie zadziała fala drakońskich podwyżek na rynku żywności (i paliw) na ogólny popyt - w tym notowany w innych sekcjach towarów i usług. Trudno powiedzieć, jak argumentowano zachowany tu margines bezpieczeństwa, odrzucający tezę, iż owe podwyżki zdławią popyt na pozostałych rynkach towarów i usług konsumpcyjnych. Czy chodziło o substytucję dóbr? No tak, rezygnując z grubego kotleta chciałoby się choć telewizję pooglądać (więc oczywista będzie fala popytu na artykuły z grupy RTV), natomiast chcąc zamienić w diecie bitki na fasolkę po bretońsku trzeba zapewnić odpowiedni środek transportu, by ową fasolkę można było przywieźć z bazaru (stąd oczywistastaje się hossa w branży motoryzacyjnej).
Najgrubszy sweterek, jakim nas potraktowano, łączy się z obawami związanymi z efektami drugiej rundy - tj. znaczącymi podwyżkami uposażeń. W historii kilku ostatnich lat trudno jednak wskazać okres, by dynamika płac znacząco przekraczała tempo wzrostu cen, a ewentualne nadwyżki i tak były zdecydowanie niższe niż tempo wzrostu wydajności (zwłaszcza że zła sytuacja na rynku pracy bardzo efektywnie pacyfikuje większość potencjalnych żądań płacowych). Jak faktycznie z ową falą nadmiernych podwyżek było - nawet nie warto mówić - od trzech kwartałów płace rosną wolniej niż ceny.
Czwarty sweterek związany był z polską ogólnonarodową cechą, tj. umiarkowanym pesymizmem co do naszych możliwości i postrzegania nas przez świat. W sumie kto mógł się spodziewać, iż zwyczajne wejście do Unii tak istotnie poprawi naszą wiarygodność i poprzez lawinowe zwiększenie zainteresowania naszymi aktywami doprowadzi do bezprzykładnego umocnienia złotego. Wypada wspomnieć jeszcze o jednym problemie, jakim jest nieco zbyt silna wiara, iż przy dobrych - a przynajmniej poprawiających się - podstawach gospodarka zawsze da sobie radę. No cóż - silny złoty, opanowana po skoku okołoakcesyjnym inflacja, eksplozja eksportu i wzrost znaczenia Polski w handlu międzynarodowym, zdrowiejący pomału budżet - są bardzo ważne, ale nieco bledną zestawione z brakiem klientów. Oczywiście, można tu powiedzieć, iż zbyt partykularne rozumowanie w skali mikro przesłania obraz całości - ale w sumie z owych mikro składa się makro.Ostatnie dane zaprezentowane przez Główny Urząd Statystyczny dotyczące rachunków narodowych za pierwszy kwartał 2005 roku pokazały, że wzmiankowanych sweterków założonych na wszelki wypadek musiało być zbyt wiele. Niekorzystne wahnięcie koniunktury przestaje być niewielkim i chwilowym jak przekonywano nas po wynikach trzeciego, a potem czwartego kwartału 2004 roku. Teraz stoi przed nami prawdziwie poważne wyzwanie. Wszak gwałtowne zdejmowanie nadmiaru odzieży ze zlanego potem osobnika w niesprzyjających warunkach może skończyć się bardzo niesympatycznie - choćby zapaleniem płuc, ale z drugiej strony udar cieplny może okazać się niemniej groźny.