Amerykański Nationwide Global Holding wystawił swoją polską spółkę - Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie - na sprzedaż kilka miesięcy temu. Zainteresowanie było spore, bo w ciągu pięciu lat, głównie dzięki polisom inwestycyjnym ze składką jednorazową, firmie udało się zdobyć ponad 5% udziałów w rynku, pod względem przypisu składki brutto.
Twarde warunki
Amerykanie, którzy zainwestowali w rozwój spółki 174 mln zł (na koniec I kwartału br. kapitały własne wynosiły 80,8 mln zł, a więc łączna strata to 93,2 mln zł), postawili jednak dość wyśrubowane warunki. Po pierwsze, oczekiwali wysokiej ceny. Po drugie, chcieli sprzedać całą spółkę (wraz z pracownikami), a nie tylko portfel. Ewentualny nabywca miał również wykazać się niezbędną wiarygodnością. W negocjacjach, a także zawarciu transakcji pośredniczył bank inwestycyjny Merill Lynch. Z naszych informacji wynika, że wstępne oferty złożyły zarówno firmy, które są już obecne w Polsce (w tym posiadające tu filie), a także nie prowadzące u nas działalności operacyjnej.
Zbyt wysoka cena?
Barierą nie do przejścia dla wielu okazała się cena. - Na początku procesu wyboru partnera Amerykanie żądali 100 mln euro, dla nas zdecydowanie zbyt dużo - powiedział nam jeden z prezesów, którego firma interesowała się zakupem Nationwide. - O tym, że przestrzelili się z ceną, świadczy, że potem obniżyli ją do ok. 70 mln euro - dodał. Między innymi z tego powodu wycofał się TUnŻ Royl Polska (zakup mieli sfinansować nowi udziałowcy - fundusze private equity), a także Generali. Z negocjacji odpadł także TUnŻ Gerling Polska, po I kwartale br. szósty operator na polskim rynku - interesował się portfelem, nie spółką. Jako ostatnia z "polskich podmiotów" wycofała się Compensa. Wtedy cena spadła już ponoć do nieco ponad 50 mln euro. Wiener Staedtische, współudziałowiec Compensy, choć bardzo zależało mu na przejęciu Nationwide, nie chciał aż tyle zapłacić.