Sesja rozpoczęła się dość niewinnie. Ceny nieznacznie spadły, co miało być reakcją na spadek wartości indeksów amerykańskich w piątek. Pierwsza godzina to właściwie brak ruchu. Zapowiadała się bardzo nudna sesja. Rozpoczęcie notowań na rynku kasowym zdawało się te przypuszczenia potwierdzać. Niewielkie wahania cen przy znikomej aktywności to z pewnością nie jest to, na co liczą daytraderzy.

Gdy wydawało się, że cała sesja upłynie w sennej atmosferze, na rynku kasowym pojawił się popyt. Nie był to jakiś poważny atak, ale biorąc pod uwagę obroty, spowodował podnoszenie się cen. Indeks stosunkowo szybko dotarł do poziomu 1960 pkt. Na rynku terminowym o optymizm było bardzo trudno. Ceny wprawdzie rosły, ale był to ruch jakby na siłę. Faktyczne nastroje obrazowała wielkość bazy, która przybierała coraz większe wartości, ale po ujemnej stronie. Pozytywnym za to sygnałem był wzrost liczby otwartych pozycji wraz ze zwyżką cen. Ceny nie rosły jedynie w wyniku strachu posiadaczy krótkich pozycji, a przecież tych pewnie także było sporo.

Zamykania krótkich pozycji w takiej sytuacji należało się spodziewać, tym bardziej że wzrost miał też znaczenie z punktu widzenia analizy technicznej, która dominuje na rynku terminowym. Przedpołudniowa zwyżka spowodowała pokonanie oporu na 1930 pkt. Przełamanie tego poziomu pozwala na spekulacje, czy kontrakty dotrą do kolejnego oporu, jakim są okolice 2000 pkt. To właśnie tu spodziewany jest szczyt, mogący być częścią prawego ramienia dużej formacji głowy i ramion z linią szyi na 1800 pkt. To na razie tylko hipoteza. Niemniej zwiększona podaż na 2000 pkt jest bardzo prawdopodobna. Świadomość tego może skłonić część graczy do sprzedaży już wcześniej.