Deputowani przyjęli raport specjalnej komisji, która pracowała nad projektami nowego budżetu UE. Dokument określa wydatki Unii na 883 mld euro (1,07% dochodu narodowego brutto, DNB). To więcej niż sugerował Luksemburg, kierujący pracą UE w tym półroczu. W ubiegłym tygodniu premier tego kraju, wychodząc naprzeciw postulatom płatników netto, zaproponował wydatki na poziomie 0,98% DNB (795 mld euro). Ostateczną propozycję przedstawi jednak dopiero 15 czerwca, dzień przed spotkaniem szefów rządów Unii.
Z wielu przyczyn stanowisko PE jest dla nas korzystne. Deputowani nie zgadzają się bowiem na ograniczenie środków na politykę spójności (a więc pomoc biedniejszym regionom UE). Parlament nie zgadza się także na redukcję maksymalnego poziomu transferów do państw członkowskich z 4 do 3,9-3,7% ich DNB. - Chcemy Europy innej, z większym budżetem, a nie ze zniżką - apelowali deputowali. Głosy te poparł przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso.
O ewentualnym kompromisie zdecyduje Rada Europejska. Deputowani grożą jednak, że nie zaakceptują zbyt okrojonego budżetu. Będzie obowiązywać wówczas prowizorium budżetowe wyliczone na bazie wydatków z 2006 r. (około 1,06% DNB).
Co ciekawe, polski premier zgadza się na kompromis forsowany przez Luksemburg. - Interesy Polski są zabezpieczone w propozycjach, które dzisiaj są na stole - zapewniał wczoraj.
Reuters, PAP