Teraz o wysokości wpłat i podziale wydatków z brukselskiej kasy decyduje Agenda 2000. Siedmioletni program wygasa jednak z końcem przyszłego roku i dlatego potrzebne są ramy budżetowe na kolejne lata. Im wcześniej zostaną przyjęte - a muszą przejść jednogłośnie - tym lepiej. Według Komisji Europejskiej, termin graniczny to półmetek tego roku. Tylko wówczas starczy czasu na opracowanie programów pomocowych, tak aby mogły wystartować z początkiem 2007 r. i zostać w pełni wykorzystane.
Do końca półrocza pozostało już bardzo niewiele czasu. Ostatnia szansa na kompromis w pożądanym przez Komisję terminie to zaplanowany na czwartek i piątek szczyt UE w Brukseli. Na chwilę przed jego rozpoczęciem sporo pytań wciąż jednak pozostaje bez odpowiedzi. Czy znikną naciski na ograniczanie wydatków? Czy Polska i inni beneficjenci zrezygnują z części unijnej pomocy? Czy Wielka Brytania zrezygnuje lub przynajmniej zgodzi się ograniczyć swój rabat?
Przycinanie procentów
W propozycjach unijnego budżetu na 2007 rok i kolejne lata można się pogubić. Różnice dotyczą głównie dziesiątych lub setnych części procentu unijnego dochodu narodowego.
Pierwsza propozycja to pomysł poprzedniej Komisji Europejskiej, która zaproponowała, żeby na lata 2007-2013 podnieść poziom wydatków ze wspólnej kasy do 1,14% dochodu narodowego brutto (DNB) 25 państw członkowskich. Oznaczałoby to, że sięgną 928 mld euro. Pod tą propozycją obiema rękami podpisała się też Komisja w nowym - wyłonionym na jesieni - składzie, na czele z przewodniczącym Jose Manuelem Barroso. - Nie da się rozszerzać Unii bez zwiększania nakładów na politykę spójności - stwierdził w grudniu Portugalczyk, po tym jak "jego" Komisja zaakceptowała ustalenia poprzedników.