Tegoroczny wzrost PKB miał wynieść 5%, tymczasem z założeń do projektu budżetu na 2006 r. wynika, że będzie to tylko 3,7%. Skąd się wzięło takie spowolnienie?
Powodem jest to, co się stało w I kwartale. Jeżeli wzrost PKB w tym okresie wyniósł 2,1%, to trudno oczekiwać, aby dynamika w kolejnych kwartałach była tak wysoka, aby uzyskać zaplanowane 5%. Ale to jest kwestia statystyczna.
Dlaczego tak się stało? Po pierwsze, chciałbym się odnieść do tego, co mówiłem, gdy zostałem ministrem finansów - że spodziewam się spadku spożycia prywatnego. I tak się stało. W ostatnich dwóch kwartałach mieliśmy dynamikę spożycia prywatnego poniżej 2% w skali rocznej. A to jedna z najważniejszych składowych PKB. Po drugie, spadek popytu inwestycyjnego. Musimy się opierać na tych danych, które przekazuje nam GUS, czyli na twardych informacjach. A dane płynące z dużych firm, zatrudniających ponad 50 osób, mówią, że ma miejsce osłabienie dynamiki inwestycji w I kwartale. Poza tym, nie ruszyły inwestycje związane z Unią Europejską.
Ale mimo niższego wzrostu gospodarczego i niższej inflacji spodziewacie się wyższych dochodów budżetowych o ok. 1,5 mld zł. Jak to możliwe?
To wynik między innymi wysokich wpłat z zysków przedsiębiorstw państwowych i dywidend spółek Skarbu Państwa. Ubiegły rok był wyjątkowo dobry, jeśli chodzi o zyski, zarówno prywatne, jak i państwowe, i trudno, aby te zyski zostały w pełni skonsumowane. W tej sytuacji najlepiej znaczną ich część wypłacić w postaci dywidendy.