Kontrakty terminowe na miedź osiągnęły w piątek w Londynie rekordową cenę. Bezpośrednią tego przyczyną był największy od trzech tygodni spadek zapasów. Nastroje uczestników tego rynku znowu zdominowały obawy, że dostawy nie zdołają zaspokoić rosnącego popytu w Chinach, które zużywają najwięcej miedzi na świecie.
Zapasy miedzi monitorowane przez giełdę w Londynie spadły w piątek o 5,6%, do 36,15 tys. ton. Jest to poziom najniższy od lipca 1974 r. Nie pokrywa nawet jednodniowego zużycia miedzi, które łącznie w całym roku ma wynieść 17,4 mln według prognoz lizbońskiej International Copper Study Group. Łączne światowe zapasy miedzi, będące w posiadaniu producentów, konsumentów, hurtowników i składów giełdowych, szacuje się obecnie na 670 tys. ton. To mniej niż trzytygodniowy popyt na ten metal i mniej niż połowa 1,5 mln ton znajdujących się na stanie magazynów na początku br. W rezultacie miedź, mimo umocnienia się dolara w tym roku prawie o 10%, zdrożała w tym okresie już o 6,9%. W ub.r. cena tego metalu wzrosła o 37%.
Impulsem do obecnych zwyżek ceny były informacje o szybszym niż prognozowano wzroście produkcji przemysłowej w Chinach i Stanach Zjednoczonych.
Kontrakty terminowe na miedź z dostawą za trzy miesiące zdrożały w piątek w Londynie o 47 USD, do 3365 USD za tonę. Była to najwyższa cena tych kontraktów od 1986 r., kiedy zaczęto nimi handel w obecnej formie. Na koniec poprzedniego tygodnia tona miedzi kosztowała w Londynie 3300 USD.