W tym roku Chiny wyprzedzą Europę i będą drugim na świecie rynkiem pod względem wartości przeprowadzonych pierwotnych ofert publicznych (IPO). Czołowe tamtejsze banki, producenci węgla i spółki żeglugowe sprzedadzą akcje za łączną kwotę 17 mld USD. IPO, których nie było w komunistycznych Chinach aż do 1984 r., wygenerują ok. 550 mln USD opłat dla organizujących je domów maklerskich, którym przewodzą nowojorskie Goldman Sachs i Morgan Stanley. Na europejskich ofertach banki inwestycyjne zarobią w tym roku ok. 540 mln USD, jedną trzecią wpływów z tego tytułu spodziewanych na amerykańskim rynku, gdzie łączną wartość tegorocznych IPO zakłada się na 24 mld USD.
- Chiny są już drugim najważniejszym rynkiem IPO po Stanach Zjednoczonych. W najbliższym czasie będzie mnóstwo prywatyzacji. Banki, firmy samochodowe, fala za falą, branża za branżą. I będzie to proces długookresowy - powiedział agencji Bloomberga Simon Aird, kierujący operacjami na rynku kapitałowym oddziału Credit Suisse First Boston w Hongkongu.
Wszyscy ważni
jeżdżą do Pekinu
W Chinach jest o wiele więcej do sprywatyzowania niż w innych czołowych gospodarkach i właśnie dlatego wszyscy szefowie największych instytucji finansowych - od Henry?ego Paulsona z Goldman Sachs do Philipa Purcella, do niedawna szefa Morgan Stanley - rezerwują w rocznych terminarzach co najmniej dwa tygodnie na podróże do Chin. W maju razem z prezesem Citigroup Charlesem Princem wzięli udział w branżowej konferencji w Pekinie, na której namawiali władze do zmniejszenia udziału państwa w spółkach. Atrakcyjność chińskiego rynku jest tak wielka, że czołowe europejskie banki CSFB i UBS zatrudniają dzieci i wnuki dawnych działaczy partii komunistycznej, by pomagały im zgarnąć choć część zysków z IPO.