Kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder zlecił w maju ministerstwom sprawiedliwości, finansów i gospodarki przeprowadzenie badania działalności funduszy hedgingowych. To wynik wymuszenia przez nie rezygnacji ze stanowiska na prezesie Deutsche Boerse. W efekcie pojawiła się propozycja, by ujednolicić regulacje dotyczące tego rodzaju funduszy w ramach całej Unii Europejskiej. Uznać je za nową klasę aktywów oraz stworzyć zestaw "brzegowych" przepisów, którym miałyby podlegać. Stwierdzono jednocześnie, że zaostrzenie regulacji jedynie w Niemczech pogarszałoby warunki prowadzenia biznesu w tym kraju, ale nie pomogłoby rozwiązać żadnych problemów. Fundusze hedgingowe mogą działać w Niemczech od ubiegłego roku. Szacuje się, że około 30 tego rodzaju podmiotów ma "strategiczną" pozycję w niemieckich firmach.
Będą ostrzejsze przepisy
w Wielkiej Brytanii?
O możliwości zaostrzenia regulacji poinformował w ostatnich dniach brytyjski regulator. Zaniepokojenie Financial Services Authority budzi możliwość testowania przez niektórych zarządzających funduszami hedgingowymi "granic akceptowalnych praktyk" odnoszących się do insider tradingu oraz manipulacji rynkiem. Pierwszym krokiem w stronę nowych rozwiązań mają być opinie branży inwestycyjnej na temat ryzyka związanego z takimi funduszami. W Londynie tylko w ubiegłym roku rozpoczęło działalność 125 nowych podmiotów. Możliwość ściślejszej kontroli od przyszłego roku rozważa również Luksemburg. Natomiast szwajcarski bank centralny jest temu przeciwny uznając, że fundusze hedgingowe nie stwarzają żadnego zagrożenia dla systemu finansowego (m.in. także dlatego, że nie zbierają depozytów od klientów).
W każdym kraju