Reklama

Prywatyzacja GPW jest konieczna

Z Wiesławem Rozłuckim, prezesem Giełdy Papierów Wartościowych, rozmawia Łukasz Wójcik

Publikacja: 25.06.2005 11:40

Prywatyzacja giełdy już się rozpoczęła. Czy jest szansa na rychłe zakończenie tego procesu? W tym roku to jest chyba niemożliwe?

Rzeczywiście. Prywatyzacja w 2005 r. jest już nierealna. Zawiniła polityka. Decyzje w tej sprawie podejmuje minister skarbu. W tej chwili jest spora presja, aby przed końcem swojej kadencji - która najprawdopodobniej będzie trwała do października - nie wykonywał istotnych ruchów. Nie należy się też spodziewać, że od razu do pomysłu prywatyzacji GPW wróci nowy rząd. Mam nadzieję, że proces nabierze rozpędu w pierwszej połowie 2006 r. Na szczęście analizy przedprywatyzacyjne zostaną zakończone na przełomie czerwca i lipca. Powinniśmy poznać wtedy wyniki i rekomendacje doradcy, jaka droga dla GPW jest najlepsza.

Dużo się mówi o tym, jak prywatyzacja mogłaby wyglądać. Ostatnio domy maklerskie zaproponowały swoją koncepcję. Chcą uczestniczyć w procesie. Czy to jest możliwe?

Zdecydowanie uważam, że polskie instytucje powinny wziąć udział w prywatyzacji. Należy wszystko zrobić, żeby je do tego zachęcić. GPW powinna być własnością tych wszystkich podmiotów, które korzystają z giełdy. Oczywiście, oprócz instytucji w akcjonariacie powinien być w dłuższej perspektywie inwestor strategiczny, czyli inna giełda. Tak też uważają domy maklerskie.

Kto jest na liście kandydatów?

Reklama
Reklama

Na razie nie prowadziliśmy szczegółowych negocjacji. Nie dostaliśmy też żadnej szczegółowej oferty. Oczywiście, prowadzimy rozmowy na ten temat. Musimy jednak mieć konkretne oferty na stole i wtedy ocenimy, czy dany pretendent jest korzystny dla GPW, czy nie. Jesteśmy w dobrej sytuacji finansowej, technologicznej, marketingowej i koniunkturalnej, w związku z czym nasze oczekiwania są wysokie. Potencjalny inwestor musi pokazać, w jaki sposób jego obecność wzmocni warszawską giełdę.

Z którymi giełdami prowadzicie rozmowy?

Lista obejmuje Londyn, Euronext, Deutsche Borse, OMX, Wiedeń. W pewnym sensie interesują się nami giełdy amerykańskie: nowojorska i Nasdaq. Ta druga bardziej. Są jeszcze dwie giełdy, z którymi rozmawialiśmy, ale nie życzyły sobie ujawnienia ich nazw.

Te giełdy same zainteresowały się polskim rynkiem...

Różnie. Do niektórych sami poszliśmy. Inne się do nas zgłosiły.

W programie Agenda Warsaw City 2010 jest założenie, że polska giełda stanie się centrum finansowym Europy Środkowej. Czy uważa Pan, że jest to możliwe?

Reklama
Reklama

Stworzenie w Warszawie głównego centrum będzie trudne. Zwłaszcza że Węgry, Austria, Praga mają podobne ambicje. Dużo większe są szanse na to, by GPW była jednym z głównych centrów regionu. Warszawskie centrum finansowe jest wciąż jednak słabo rozwinięte. Wydaje się, że na początek powinniśmy się skupić na tym, aby więcej polskiej gospodarki korzystało z giełdy warszawskiej. Dopiero wtedy GPW będzie dużo efektywniej przyciągać kapitał i emitentów z innych krajów.

Centrum finansowe to jednak nie tylko sama giełda. To także wiele innych instytucji, które trzeba zainteresować pomysłem. Dlatego proponujemy stworzenie fundacji Warsaw City, która otrzymałaby część pieniędzy z prywatyzacji GPW. Te środki zostałyby przeznaczone na budowę i promocję Warszawy jako centrum finansowego.

Czy stworzenie tego centrum jest możliwe z inwestorem strategicznym? Może GPW powinna zachować autonomię?

W ramach większej sieci będziemy stosunkowo małym elementem, ale jednak możemy mieć silną pozycję w tym regionie. Władze tej sieci mogą stwierdzić: ,,w tym miejscu Warszawa jest naszym regionalnym centrum". W takim przypadku autonomia nie jest konieczna. Ta sieć musi mieć interes w tym, żeby tu tworzyć centrum. To warunek konieczny prywatyzacji. Musimy to wynegocjować.

Czy takie rozwiązanie wchodzi w grę, gdyby warszawską giełdę chciały przejąć banki austriackie, które kontrolują giełdę w Wiedniu i Budapeszcie?

Na pewno we współpracy z Wiedniem są większe szanse zbudowania rynku regionalnego. Centrum tego rynku raczej będzie jednak ciążyć do stolicy Giełda nie wypłacała nigdy dywidendy. To spowodowało, że jej główną wartością są aktywa płynne i gotówka. Czy jest Pan za uwolnieniem środków i umorzeniem części papierów należących do Skarbu Państwa przed prywatyzacją?

Reklama
Reklama

Oczywiście, to bardzo dobry pomysł pod warunkiem, że nie będziemy mieć innych strategicznych wydatków.

Czyli zakup jakiegoś mniejszego rynku...

Mamy wolne środki. Do bieżącej działalności nie są nam potrzebne. Do działalności strategicznej - owszem. Można sobie wyobrazić np. zakup części akcji KDPW albo papierów innej giełdy. Rzadko się jednak zdarza, że jakiś rynek jest na sprzedaż. Była okazja kupna giełdy wileńskiej. Dowiedzieliśmy się jednak przy tej okazji, że możemy zapomnieć o takich transakcjach, dopóki naszym właścicielem jest Skarb Państwa. Nikt nie chce być nawet pośrednio własnością cudzego rządu.

Byliśmy też zainteresowani giełdą węgierską. Warto zauważyć, że sprzedaż akcji odbyła się w ciągu kilku tygodni. Mając jednak właściciela państwowego nigdy nie można podjąć decyzji tak szybko. Dlatego nie mieliśmy szans na kupno walorów rynku z Budapesztu.

Prywatyzacja giełdy rozpoczęła się w okresie bardzo dobrej koniunktury na GPW. Rośnie liczba spółek wchodzących na GPW. Pod względem liczby debiutów GPW zajęła w ubiegłym roku drugie miejsce w Europie. To chyba dobra karta przetargowa w rozmowach z potencjalnymi inwestorami.

Reklama
Reklama

Owszem, ale kiedy spółki tak licznie chcą się dostać na giełdę, jak obecnie, to nie jest to zbyt korzystne. Trzeba mieć atrakcyjną ofertę dla inwestorów. Zbyt dużo emisji w tym samym czasie oznacza, że niektóre mogą się nie sprzedać. Uważam, że powinna być zachowana większa równowaga.

Jakiej liczby ofert spodziewa się Pan w tym roku roku?

Dwudziestu kilku. Uważam, że dobra koniunktura będzie trwała przez kilka lat. To oczywiście nie oznacza, że w każdym miesiącu będzie można uplasować zawsze taką samą liczbę akcji.

Giełda chce wprowadzić dynamiczne widełki. Na czym będzie polegać ten mechanizm i ile będzie to kosztować?

System pochłonie kilkaset tysięcy złotych. To jest poważna interwencja w dotychczasowy mechanizm notowań. Zmiany dokonamy sami, bo gdyby robił to ktoś z zewnątrz, koszty byłyby jeszcze wyższe. Wiąże się to z pewnym ryzykiem. Zmiana jednego elementu wpływa na wiele innych modułów, dlatego wprowadzenie dynamicznych widełek jest tak skomplikowane i kosztowne. To narzędzie da ochronę przed wahaniami kursu, które mogą zaburzyć rzeczywistą wycenę. Ostatnia cena rynkowa nie będzie mogła różnić się znacząco od poprzedniej. Widełki mogą być ustalone np. na poziomie 5%, ale ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły.

Reklama
Reklama

Giełda planuje też rozszerzenie czasu notowań? Po co?

Dzięki temu chcemy zbliżyć się do Europy Zachodniej. Nie mamy obowiązku się dostosowywać, ale wydaje nam się, że jest to konieczne. Największe obroty generowane są na początku i na końcu sesji. Jeśli chodzi o końcówkę notowań chcielibyśmy, żeby więcej czasu trwała po otwarciu giełd amerykańskich. Na tej podstawie decyzje o rozszerzeniu podjęły giełdy zachodnie. Nie chcemy jednak z nimi konkurować, więc u nas sesja będzie kończyć się nieco wcześniej, tak by zakończenie sesji nie następowało dokładnie w tym samym czasie. Nie jest jeszcze przesądzone, od której do której godziny giełda będzie pracować.

Jak tę propozycję przyjęło środowisko maklerskie i inwestorzy?

Opinie są diametralnie różne. Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych jak i sami inwestorzy gorąco popierają pomysł wydłużenia czasu handlu. Domy maklerski nastawione są sceptycznie. Wynika to z tego, że obawiają się zatrudniania kolejnych pracowników na drugą zmianę. Można byłoby tego uniknąć, gdyby przyjąć zachodni model pracy. Tam pracuje się 8 godzin plus ma się godzinę na lunch. U nas w 8-godzinnym czasie pracy jest też krótka przerwa obiadowa. Kodeks pracy pozwala jednak przyjąć zachodnie rozwiązanie, ale niestety nieco, inne są zwyczaje Polaków.Jakie w najbliższym czasie produkty planuje wprowadzić giełda?

Opcje na akcje powinny zadebiutować w notowaniach we wrześniu lub październiku. Gorzej sytuacja wygląda, jeśli chodzi o ETF (Exchange Traded Fund). Szukamy emitenta, ale na razie nikogo nie udało się zachęcić. Dla dużych banków warszawska giełda jest wciąż małym rynkiem. Wierzę jednak, że w najbliższych miesiącach uda się wprowadzić ETF na WIG20.

Reklama
Reklama

Coraz więcej instytucji zagranicznych chce działać w Polsce w charakterze zdalnego brokera. Kiedy pojawią się na parkiecie?

Najbliżej jest Dresdner Bank, ale wciąż nie rozpoczął działania. To wiąże się z dużymi nakładami na infrastrukturę. Wydaje mi się jednak, że to dodatkowo zmotywuje te firmy do zwiększenia obrotów na naszym rynku. Będą odprowadzać stałe opłaty, więc poszukają dodatkowych przychodów i wygenerują obrót. Na razie daliśmy zgodę trzem podmiotom.

Giełda zarobiła w ubiegłym roku ponad 23 mln zł. Ten rok ma być podobny. Czy jest szansa na obniżenie opłat dla emitentów i brokerów?

Rozważamy to. Konieczny jest wzrost obrotów. Sądzę jednak, że są na to szanse.

A jak będzie zmieniać się struktura prowizji?

Wciąż na tle Europy mamy bardzo niskie opłaty od małych transakcji. Nie jesteśmy natomiast konkurencyjni w przypadku dużych zleceń. Chcemy to stopniowo zmieniać, aby struktura była coraz bardziej podobna do spotykanej w Europie.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama