W kwietniu i maju wartość zadłużenia rolników indywidualnych w bankach była niższa niż przed rokiem - z taką sytuacją mamy do czynienia pierwszy raz, odkąd NBP zbiera dane na temat struktury zadłużenia klientów w bankach, czyli od 1997 r. Kredyty dla rolników, które rok temu miały wartość ok. 12 mld zł, teraz zmniejszyły się do mniej więcej 11,5 mld zł. Spadek nie jest duży. Tyle że przez kilka poprzednich lat rolnicy systematycznie powiększali wartość swoich zobowiązań wobec banków - przez kilka ostatnich lat rosły one w kilkunastoprocentowym tempie.
Załamanie się wzrostowej tendencji w zadłużeniu rolników zbiegło się z wejściem Polski do Unii Europejskiej. I to Unia jest odpowiedzialna za spadek zadłużenia właścicieli gospodarstw w bankach. - Główną przyczyną jest to, że po wejściu Polski do Unii nie ma kredytów obrotowych z preferencyjnym oprocentowaniem - wyjaśnił Józef Mitura, prezes Banku Spółdzielczego w Brodnicy - jednego z największych BS-ów w kraju. Jeszcze w ubiegłym roku banki udzielały rolnikom kredytów, które dzięki dopłatom Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa miały oprocentowanie niższe od oficjalnych stóp NBP. - Teraz rolnicy wzięli o jedną trzecią mniej kredytów obrotowych niż przed rokiem - powiedział J. Mitura. Dopłaty do innych rodzajów kredytów preferencyjnych pozostały.
Spadkowi zadłużenia towarzyszy wzrost udziału kredytów nieregularnych wśród rolników: z 8% na początku ub.r. do 9% teraz. - Po poszerzeniu Unii rolnicy zaczęli prowadzić gospodarstwa jak normalne inwestycje - stwierdził prezes BS w Brodnicy. Posiadacze gospodarstw musieli założyć konta bankowe. Coraz częściej inwestują, a niektóre przedsięwzięcia się nie udają. Prezes Mitura jest jednak przekonany, że udział złych kredytów w należnościach od rolników pozostanie niewielki. - Jak mówimy, chłop ze stodołą nie ucieknie. Rolnicy nie próbują kombinować, co zdarza się właścicielom firm, a poza tym kwoty kredytów są zwykle niewielkie - podsumował prezes BS w Brodnicy.