Wczorajsze notowania pokazują, jak trudno będzie wrócić na GPW do trendu wzrostowego. Być może część czytelników się obruszy na taki wniosek. Przecież WIG20 stracił tylko 0,2% i jest ledwie 40 punktów poniżej szczytu w tej fali wzrostowej. Od najwyższego poziomu w tym roku (i zarazem kilkuletniego maksimum) indeks dzieli ledwie 90 punktów. Zwróciłbym jednak uwagę, że przecena zdarzyła się na sesji, na której wszystko sprzyjało akcjom. W górę poszły notowania na giełdach europejskich, w tym na Węgrzech i w Czechach. Często wyznaczający nam drogę węgierski BUX zyskał 0,7% i szykuje się do ataku na historyczne maksimum. Maksymalnie korzystną dla akcji decyzję podjęła RPP. Chodzi nie tyle o skalę obniżki (50 pb.), ile o zmianę nastawienia na łagodne, które otwiera drogę do dalszych cięć oficjalnych stóp procentowych. To pociągnęło za sobą mocny wzrost cen obligacji, co z kolei korzystnie przełoży się na wyceny przedsiębiorstw i bezpośrednio na zyski banków. Wreszcie mamy koniec kwartału, a więc tradycyjny czas podciągania wycen rynkowych, żeby zarządzający aktywami mogli zaprezentować szefom i klientom ciut lepsze statystyki.
Z punktu widzenia analizy technicznej wczorajsza przecena, mimo że tak skromna, również ma istotne znaczenie. Wskazuje bowiem, że wtorkowy wzrost to tylko ruch powrotny do przebitej linii trendu wzrostowego, która opisywała zapoczątkowaną w połowie maja zwyżkę. Czy zatem nie ma dla byków ratunku? Najbliższy wskazałbym na 1975 pkt, gdzie znajduje się 38-proc. zniesienie ostatniego wzrostu. Tutaj dowiemy się, czy to osłabienie jest tylko chwilowe i niebawem czeka nas próba powrotu do trendu wzrostowego czy też dłuższa przecena.
Njszybszą wskazówkę, że ta analiza mija się z rzeczywistym rozwojem wypadków, może dać MIDWIG. Indeks średnich spółek znajduje się tuż poniżej 52-tygodniowego maksimum z września 2004 roku (1779,4 pkt) i historycznego szczytu z kwietnia 2004 roku (1821,2 pkt). Od pierwszej z wymienionych wartości indeks dzieli niecały 1%.