Po wstąpieniu naszego kraju do Unii Europejskiej ubezpieczyciele działający w państwach członkowskich UE, a także w należących do Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (Islandia, Liechtenstein, Norwegia oraz Szwajcaria), chcąc oferować u nas swoje usługi, nie muszą już tutaj rejestrować np. spółek. Wystarczy, że zgłoszą do swojego nadzoru zamiar prowadzenia działalności w Polsce, ten informuje o tym nasz Urząd Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych, i praktycznie od razu można ubezpieczać klientów bezpośrednio z Wiednia, Paryża czy Monachium.
Poakcesyjna gorączka
Boom na Polskę był widoczny zwłaszcza w pierwszych miesiącach po akcesji. W szczytowym lipcu ub.r. zagraniczni operatorzy otrzymali 38 tzw. notyfikacji. Średnio w ubiegłym roku było ich około 20 miesięcznie. Do naszego kraju "ściągały" głównie firmy zarejestrowane w Wielkiej Brytanii (np. słynny Lloyd?s), Irlandii, Niemczech (np. Allianz AG), Austrii, ale także w Czechach czy na Słowacji. Do końca roku chciało działać w Polsce transgranicznie już ponad 170 firm z 20 krajów (w ten sposób w Polsce pojawiły się wreszcie spółki francuskiego giganta AXA, a także zaczęli działać ubezpieczyciele z Liechtensteinu).
Dla porównania liczba krajowych zakładów ubezpieczeń była o ponad 100 mniejsza. Niedługo potem okazało się, że zagraniczni operatorzy wcale nie zamierzają poprzestawać wyłącznie na tym, że otrzymają notyfikację. Zaczęli startować w przetargach na ubezpieczenia dużych przedsiębiorstw, przejmować obsługę swoich międzynarodowych klientów, którzy mają w Polsce spółki córki. Skutek? Zaczął spadać przypis składki krajowych zakładów z ubezpieczeń lotniczych, żeglugi morskiej i śródlądowej, cargo.
Czy źródło wysycha?