Cały czas w to wierzę. Już podczas emisji publicznej objąłem znaczący pakiet akcji i konsekwentnie dalej powiększam zaangażowanie. Wspólnie z żoną na akcje Eurofaktora wydaliśmy w ciągu ostatniego pół roku ponad 1 mln zł.
Jak, Pana zdaniem, na wycenę Eurofaktora wpływa fakt, że jesteście większościowym akcjonariuszem Górnośląskiego Funduszu Restrukturyzacyjnego?
Myślę, że jeszcze negatywnie. Natomiast spodziewam się, że w momencie sprzedaży pierwszej spółki funduszu nastąpi odwrócenie tendencji i inwestorzy zaczną bliżej interesować się GFR.
Konserwatywna wycena dyrektorska, opracowana dla potrzeb inwestorów giełdowych, pokazuje, że 51-proc. pakiet funduszu powinien dodawać 1,49 zł do akcji Eurofaktora. Nie oczekuję jednak od rynku, żeby wyceniał naszą wartość również z myślą o GFR. Jeśli mamy kilka dużych firm reprezentujących branże od spożywczej, przez ceramiczną, chemiczną do stalowej i hutniczej, a do tego dochodzą jeszcze usługi finansowe Eurofaktora, to nie dziwi mnie, że inwestorom trudno ogarnąć całość. Dlatego zrobimy wszystko, by Eurofaktor był postrzegany tylko przez pryzmat własnej działalności. Chcemy to osiągnąć do końca roku.
W jaki sposób?
Na razie nie chciałbym tego ujawniać, fundusz nadal będzie istniał i pozostaniemy jego współwłaścicielem. Od początku mówiliśmy, że GFR będzie działał tak długo, aż nie sprzedamy wszystkich firm. Wchodząc na giełdę deklarowaliśmy pozbycie się ich w latach 2007-2009. Chcemy ten okres maksymalnie skrócić, ale transakcje będziemy zawierać w dogodnym momencie. Nie planujemy reinwestowania pieniędzy, które za nie dostaniemy. Pomogą w rozwoju obecnych spółek portfelowych, a nadwyżka trafi do akcjonariuszy funduszu, w tym oczywiście do Eurofaktora. Nie można jednak zapomnieć, że na początku zaangażowanie w GFR było dla nas niezwykle ważne. Dawało rynek działania. Ale zdajemy sobie sprawę, że to nie jest nasza przyszłość. Celem jest rozwój faktoringu i dodatkowych usług finansowych dla naszych kontrahentów.