Jakby na przekór obawom, nowy kwartał zaczął się od sporego wzrostu. Indeks na zamknięciu ustanowił kolejne maksimum, pokonując o 3 pkt szczyt z 22 czerwca. Futures nie do końca podzielały ten optymizm, bowiem ich zamknięcie wypadło poniżej tamtego maksimum. Pamiętajmy jednak, że wzrost z 22 czerwca dokonał się w dynamiczny sposób i w czasie sesji zadziałały zlecenia stop-loss, przez co kontrakty urosły relatywnie więcej od indeksu.
Nietypowym zjawiskiem na naszym rynku jest to, że kontrakty notowane są poniżej indeksu przez większą część roku. Na rozwiniętych giełdach działają mechanizmy utrzymujące bazę na plusie, tym większym, im odleglejszy termin wygaśnięcia. Jej wartość teoretyczną liczy się z uwzględnieniem wartości pieniądza w czasie, czyli stóp procentowych. Na naszym rynku prawa te jednak nie działają. Dlaczego?
Przyczyną tego stanu jest brak krótkiej sprzedaży, a właściwie jej wysokie koszty i trudności formalne w przeprowadzeniu takiej transakcji. Umowa pożyczki akcji podlega m.in. opodatkowaniu i jest to główna zapora. Gdyby mechanizm ten mógł działać przy niskich kosztach, wystarczyłoby sprzedać pakiet akcji i wziąć "długie" pozycje. Takie postępowanie nazywa się arbitrażem. Do wygaśnięcia różnica ulega wyzerowaniu i to ona wyznacza wielkość zysku. Dodajmy - niemal bez ryzyka. A czemu baza jest w ogóle ujemna? Bo większość graczy woli "krótkie" - optymiści wolą kupić akcje.
Co do kierunku rynku widać jasno, że słabe dane polskiej gospodarki nikogo nie odstraszyły. Na rynkach krąży sporo wolnego kapitału - w efekcie rosną ceny akcji na całym świecie. Po ostudzeniu emocji związanych z fuzją Pekao i BPH przyszła kolej na Prokom i TP.