Kolejny wzrost indeksów warszawskiego parkietu sugeruje, że wszystko jest jasne. Przebicie czerwcowego maksimum otwiera drogę do tegorocznego szczytu. Z tym że ten jest zaledwie 30 pkt od wczorajszego zamknięcia. W związku z tym z punktu widzenia podejmowanych obecnie decyzji kluczowe znaczenie ma głównie to, czy uda się pokonać górkę z końca lutego i co ewentualnie będzie to oznaczać dla rynku.

Racjonalnym wytłumaczeniem dla trwającej zwyżki jest bardzo dobra sytuacja na rynku obligacji. Potwierdzeniem tego była wczorajsza podwyżka przez ING o 1 zł, do 22,5 zł, ceny docelowej dla TP. Głównym powodem stała się rewizja prognoz dotyczących stóp procentowych. Bez wątpienia zmieniające się otoczenie rynków jest i powinno być powodem do rewizji zapatrywania na ich perspektywy. W tym kontekście należy jednak pamiętać, że sytuacja krajowego rynku papierów dłużnych nie jest jedynie wynikiem lokalnych czynników, a dużą rolę odgrywa koniunktura na świecie. Tam wielu inwestorów ma poczucie, że bierze udział w grze o spekulacyjnym charakterze, a rentowność przy obecnej inflacji powinna być wyższa.

Spadek notowań euro poniżej 1,2 USD może stopniowo zacząć skłaniać do zmiany stanowiska dotyczącego przyszłości dolara. Pojawienie się przekonania, że do czynienia mamy nie z chwilową korektą spadków, ale z trwalszym ruchem w górę amerykańskiej waluty, powinno znaleźć przełożenie na ceny surowców. W tym miejscu mniejsze znaczenie ma to, jak rzeczywiście wyglądać będzie przyszłość dolara, a raczej postrzeganie tej przyszłości. O tym dowiemy się jednak zapewne dopiero z chwilą ponownego spadku dolara. Jeśli nie będzie mu towarzyszyć wzrost cen towarów otrzymamy znak, że inwestorzy liczą się z ponowną aprecjacją amerykańskiej waluty.

Pewnym ostrzeżeniem jest też zachowanie jednego z większych emerging markets - Brazylii. Relatywna słabość tego związanego ściśle z cenami surowców rynku i tworząca się na wykresie Bovespy zapowiadająca koniec hossy formacja głowy z ramionami są złym prognostykiem dla rynku towarowego.