Analizując przebieg wczorajszej sesji warto skupić się zarówno na samych cenach, jak i zmianach cen w powiązaniu ze zmianami nastrojów. Warto zwrócić też uwagę, na pozostałe wielkości opisujące stan rynku, czyli obrót i LOP. Łatwo się domyślić, że wnioski nie są jednoznaczne, ale to już jest specyfika rynku. Jednomyślności być nie może, bo zanikłby obrót. Mimo wszystko można się pokusić o ocenę prawdopodobieństwa różnych zdarzeń.

Analizując same ceny zauważymy, że została zamknięta ostatnio wykreślona mała luka hossy. Była ona jednak na tyle mała (raptem jeden punkt), że trudno było uznać ją za poważne wsparcie. Potwierdza to choćby zachowanie podaży, która nie wykazała zwiększonej aktywności w okolicach tego poziomu. Warto zauważyć, że cenom pomogła średnia krocząca. Przestrzegam jednak przed zapatrzeniem się na jej przebieg, gdyż mamy trend, a ten szybko nie zawraca. Może zatem dojść do kilku fałszywych przebić, zanim padnie właściwy sygnał.

Faktem, którego nie można pominąć, jest spora ujemna baza, której wartość wczoraj doszła za zamknięciu do -30 pkt. To wyraźnie pokazuje, że na rynku nastroje są pesymistyczne, a gra na spadki nadal jest "w modzie". Szukanie okazji do sprzedaży można tłumaczyć bliskością oporu z końca lutego. Gracze boją się teraz kupować, by nie okazało się, że "gaszą światło". Problem w tym, że w takiej sytuacji spadek ma ograniczony potencjał. Większość nie może mieć racji.

Znamienne było też zachowanie liczby otwartych pozycji (LOP), która rosła w czasie zwyżki cen, a spadała, gdy ceny zjeżdżały. Taki układ to jest właściwość rynku wzrostowego. Lekki spadek się "należał", bo mamy za sobą trzy sesje wzrostów, ale nie przypuszczam, by rynek zrezygnował z testu szczytu z końca lutego.