Już w środę po raz pierwszy przebiły pułap 61 dolarów. O godzinie 9.13 kontrakty te były wyceniane na 61,52 dolara, co stanowi 24-centowy wzrost w ciągu sesji.

Natomiast cena ropy Brent na rynku londyńskim wzrosła o 31 centów do 60,16 dolara, co również jest rekordowo wysokim poziomem. W ciągu tygodnia cena surowca zwyżkowała o dziewięć procent, zaś od początku roku wzrosła aż o 46 procent, ponieważ inwestorzy obawiają się, iż rafinerie nie będą odpowiednio przygotowane, by sprostać zapotrzebowaniu tej zimy.

Obawy te uległy jedynie zwiększeniu w wyniku wczesnych sztormów w Zatoce Meksykańskiej, w której skoncentrowana jest jedna czwarta amerykańskiej produkcji ropy. W środę tropikalny sztorm "Dennis", występujący w rejonie Morza Karaibskiego został już określony jako huragan, zaś w samej Zatoce Meksykańskiej sztorm "Cindy", którego siła zelżała w kontakcie z lądem - spowodował ograniczenie produkcji ropy w tym rejonie o około 190.000 baryłek dziennie i zamknięcie niektórych platform.

Niespodziewanie wczesne pojawienie się problemów pogodowych potwierdziły prognozy aktywnego sezonu huraganów. Odżyły też wspomnienia huraganu "Ivan" z września zeszłego roku, który wywołał wzrost cen ropy powyżej poziomu 50 dolarów po raz pierwszy w historii.

((Tłumaczył: Adrian Krajewski; Redagował: Kuba Kurasz; RM: [email protected]; Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700; [email protected]))