O spadku spożycia w Europie piwa i mocniejszych trunków przesądził przede wszystkim zakaz palenia w barach i pubach w Irlandii, we Włoszech i w Norwegii. Bez papierosa też oczywiście można się napić, ale przyjemność już nie ta. No i trudno - bez zapalenia - dotrzymać do drugiej, a zwłaszcza trzeciej kolejki.
W rezultacie producent wódki Smirnoff i piwa Guinness odnotował w Europie spadek sprzedaży w minionym półroczu większy niż w poprzednich sześciu miesiącach. Szczegóły spółka poda w rocznym raporcie, który będzie opublikowany we wrześniu.
Niektórzy Europejczycy wykazali też mniejszą skłonność do picia na skutek niekorzystnych okoliczności makroekonomicznych. Bardzo wysokie bezrobocie w wielu krajach i rekordowe ceny ropy naftowej odstraszają konsumentów nie tylko od barów. W strefie euro sprzedaż detaliczna spadła w czerwcu po raz piąty w minionym półroczu.
Dobra koniunktura gospodarcza sprzyja Amerykanom, co znajduje wyraz również w okazywaniu mniejszej wstrzemięźliwości w barach. Diageo chce to wykorzystać i w najbliższych tygodniach podniesie ceny kilku gatunków na północnoamerykańskim rynku. Do sprzedaży wejdzie np. Johnnie Walker Green, który ma kosztować 50 USD, o 20 USD więcej niż butelka z czarną etykietą.
Wartość amerykańskiego rynku spirytusowego oblicza się na 14,7 mld USD, ale i nad nim pojawiły się czarne chmury w postaci powrotu koktajlowej kultury picia. A koktajl to więcej wody czy soku, a mniej wódki. Merrill Lynch pociesza jednak, że może to być jedynie przejściowy kaprys, ale inny bank inwestycyjny, Morgan Stanley, ostrzega, iż wzrost amerykańskiego rynku spirytusowego może spaść teraz do 2-3% ze średniego tempa 4% w ostatnich trzech latach.