Resort wystawił na sprzedaż obligacje 10-letnie o wartości 1,8 mld zł. Popyt wyniósł 2,27 mld zł i był większy niż na ostatniej aukcji 10-latek w kwietniu (oferta o wartości 2,2 mld zł spotkała się wtedy z zainteresowaniem w kwocie 2,16 mld zł). Specjaliści od rynku papierów dłużnych nie są jednak zadowoleni z wyników przetargu.
- Ministerstwu udało się sprzedać wszystkie papiery, ale po cenach znacznie niższych niż na rynku wtórnym - mówi Piotr Kołuda, diler obligacji z BPH. Zwraca uwagę, że w ciągu dnia zawierano na rynku transakcje przy rentowności 4,69%. Średnia dochodowość na przetargu wyniosła natomiast 4,73%, a maksymalna 4,79%. - To rozczarowujące poziomy - twierdzi P. Kołuda. Po ogłoszeniu wyników aukcji ceny obligacji na rynku spadły. MF nie zorganizowało przetargu dodatkowego.
Według Sebastiana Włodarczyka, dilera z Banku Handlowego, polskim obligacjom zaszkodziło osłabienie złotego do euro, które odstraszyło część inwestorów zagranicznych. Euro przebiło wczoraj poziom 4,16 zł. Niekorzystny wpływ na wynik aukcji miała też przecena obligacji niemieckich.
MF wcześniej zapowiedziało, że emisje obligacji hurtowych będą się mieścić w przedziale 14-20 mld zł. To mniej niż w II kwartale, kiedy górny limit został założony na 24 miliardy. Analitycy z banku Pekao przewidują, że ministerstwo sprzeda papiery o wartości 17,8 mld zł wobec 22,6 mld zł w II kwartale.
Dilerzy mają jednak nadzieję, że trwająca od roku hossa na rynku obligacji jeszcze się nie skończyła. - Mamy korektę, rynki przeżywają wahania - mówi P. Kołuda. - Duże znaczenie będą mieć publikowane w najbliższych dniach dane makroekonomiczne - dodaje. Dziś GUS przedstawi czerwcową inflację, a we wtorek dynamikę produkcji przemysłowej. Kolejny problem to wzrost ryzyka związanego ze zbliżającymi się wyborami.