Sprawa dotyczy czterech funduszy emerytalnych - ING Nationale-Nederlanden, Sampo, AIG i Generali. Zdecydowały się na ustalenie limitu wysokości pobieranych przez nie opłat za zarządzanie funduszem - i to dość niskiego limitu. Na przykład w przypadku AIG jest to 2,5 mln zł miesięcznie (taką opłatę za zarządzanie pobiera towarzystwo już obecnie). W ING NN ta opłata wynosi obecnie 10 mln zł miesięcznie, w Sampo - 5 mln zł, a w Generali - 11,233 mln zł rocznie. Tak niskie opłaty miały związek z drugim rodzajem prowizji, pobieranej od składki, które były często wyższe niż u konkurencji. Jednak fundusze zachęcały Polaków do zapisywania się, wskazując właśnie na te niskie opłaty.
Ale w 2004 roku Sejm znowelizował ustawę o funduszach emerytalnych, które wprowadziły jednolite opłaty od składki (mają one spaść z 7% obecnie do 3,5% w 2014 roku). W rezultacie część funduszy zaczęła pobierać niższe prowizje, co obniżyło ich przychody. Postanowiły więc podnieść limit opłaty za zarządzanie. Jednak w ustawie zapisano, że na taką zmianę zgodę musi wyrazić Komisja Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych.
A KNUiFE - wbrew zapowiedziom - nie podjęła decyzji podczas wczorajszego posiedzenia. Okazało się bowiem, że cała sprawa jest mocno kontrowersyjna - przeciwko planom OFE wystąpiło Stowarzyszenie UNFE (Urząd Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi był poprzednikiem KNUiFE), którego członkami są były szef Urzędu - Cezary Mech - oraz jego były zastępca, Paweł Pelc. Zwrócili oni uwagę, że sytuacja finansowa towarzystw jest na tyle dobra, że nie ma powodu zwiększania przez nie przychodów. Na rynku krążą informacje, że po wygranych przez PiS wyborach przynajmniej jeden z nich ma szanse wrócić do nadzorowania rynku emerytalnego.
Kiedy KNUiFE podejmie decyzję w sprawie opłat? Jak się dowiedzieliśmy, ma się to stać pod koniec lipca, na następnym posiedzeniu.
Artur Olech, członek zarządu PTE Generali