Zdaniem Wolfganga Bernharda, kierującego działem produkującym volkswageny (paletę marek uzupełniają Audi, Seat, Skoda i Bentley), koszty produkcji w niemieckim koncernie są mniej więcej 40% wyższe niż u konkurencji. Dlatego menedżer, ściągnięty do firmy przez jej szefa Bernda Pischetsriedera z uwagi na udaną restrukturyzację Chryslera, zamierza oszczędzać. Koszty dotyczące sprzedaży i dystrybucji volkswagenów mają spaść o ok. 2 mld euro, koszty materiałowe o 3 mld euro, a koszty związane z serwisem gwarancyjnym pojazdów o 500 mln euro. Łączne oszczędności mają sięgnąć 7 mld euro.
Poprawę wyników mają też zapewnić premiery nowych modeli pojazdów. Do 2008 r. ma zostać zaprezentowanych 5 do 10 nowych aut niemieckiej firmy.
- Niestety, wiatr nie wieje nam w plecy, tylko dmucha prosto w twarz - przyznał w środę Bernhard, ogłaszając zamierzenia. Volkswagen, największy producent samochodów w Europie, od trzech lat notuje coraz gorsze wyniki finansowe - nie sprzyja mu mizerne tempo wzrostu gospodarczego na Starym Kontynencie, wyniki sprzedaży w Stanach pogarsza niekorzystny kurs euro, narastają problemy z wysokimi kosztami pracy i materiałów.
Na dodatek Volkswagenem wstrząsnął w ostatnim czasie skandal korupcyjny. Na światło dzienne wyszły machlojki menedżerów, którym zarzucono zakładanie spółek-wydmuszek mających pomagać w wyciąganiu pieniędzy z firmy, a także korumpowanie, m.in. drogimi wycieczkami, członków rady pracowniczej. W związku ze skandalem do dymisji podał się dyrektor ds. zatrudnienia Peter Hartz, który zasłynął jako autor pakietu reform rynku pracy, przygotowanego dla kanclerza Gerharda Schroedera.
Zdaniem analityków, ujawnienie sprawy wyjdzie jednak Volkswagenowi na dobre, pozwoli bowiem zmniejszyć wpływ, jaki mają w firmie związki zawodowe, i umożliwi przeprowadzenie długo blokowanych reform. Na przykład, w zeszłym miesiącu za sprawą rady pracowniczej nie przeszedł plan ograniczenia czasu pracy w fabryce koncernu w Wolfsburgu poprzez eliminację nocnej zmiany.