Problemy z pozyskiwaniem wiarygodnych danych do sprawozdawczości powodują, że NBP wciąż dokonuje dość głębokich korekt uprzednio prezentowanych informacji dotyczących bilansu płatniczego. W konsekwencji każda z nowych prezentacji nie jest traktowana jako ostateczna, a jedynie jako podstawa do dalszych korekt. Sprawa komplikuje się dodatkowo, kiedy podawane aktualnie dane daleko odbiegają od oczekiwanych. Wypada też przypomnieć, że często publikacji nadspodziewanie dobrych danych towarzyszy pogorszenie danych prezentowanych wcześniej. Oczywiście, bywa też odwrotnie, kiedy mniej pomyślnym informacjom bieżącym towarzyszy wcale obiecująca korekta danych historycznych.
Skoro tak, to nie powinno dziwić, że rynek przeniósł nacisk z obserwacji i komentowania danych bieżących na analizowanie ich w nieco dłuższym horyzoncie. Najczęściej stosuje się tu formułę ciągów rocznych kroczących.
W maju ciągnione za ostatnich dwanaście miesięcy wpływy z tytułu eksportu wzrosły do 69 936 mln, z 69 407 mln euro zanotowanych po kwietniu. Padł więc kolejny rekord. Dane prezentują się dobrze nie tylko w ujęciu nominalnym, ale i względnym - np. odniesione do PKB. Kroczące dwunastomiesięczne wpływy eksportowe w maju porównywalne były z 33,4% PKB. Choć nieco gorsze niż choćby jeszcze w lutym (33,9%) stanowią jednak niezły kontrast z około 20% notowanymi jeszcze w roku 2000.
Okres, w którym notujemy dodatnią dynamikę eksportu (w ujęciu rocznym), jest imponująco długi. Trwa z dwiema drobnymi przerwami od początku 2001 roku i cieszy podwójnie. Wszak miał miejsce mimo braku wyraźnych oznak poprawy koniunktury w światowej gospodarce, szczególnie zaś u naszych głównych partnerów handlowych, tzn. krajach Unii Europejskiej. Wbrew też niedawnym oczekiwaniom nie został on przerwany nawet wejściem w echo szczególnie wysokiej bazy okresu okołoakcesyjnego.
Po dłuższym okresie niezbyt wysokiego wzrostu w ostatnim czasie zdynamizowaniu uległ import. Mimo bowiem korekty popytu konsumpcyjnego, widoczne jest pewne odreagowanie po niedawnym załamaniu procesów inwestycyjnych (rośnie import inwestycyjny i zaopatrzeniowy). Prawdopodobnie spora część wzrostu importu to efekt wyjątkowo wysokich cen surowców. Nawet przy stabilnym spożyciu w ujęciu realnym należności znacznie wzrosły. Pamiętajmy też, że na wynikach rocznych kroczących piętno odciska wychodzenie z echa wyjątkowo niskiej bazy. Import w ujęciu rocznym kroczącym w maju wzrósł z kwietniowych 72 223 mln EUR do 72 890 mln EUR (równowartość 34,8% PKB).