Spółka nie może wejść na giełdę na każdym etapie rozwoju. Z drugiej strony, czasami mogłaby się znaleźć na parkiecie, ale nie umie się przygotować do oferty i debiutu. Niekiedy bagatelizuje problemy, a nawet ukrywa je. Czyli popełnia błędy.
Kto się myli
- Sądzę, że więcej błędów wynika z winy spółek niż doradców - mówi Paweł Matusiak z kancelarii Gessel. - Często firmy przed wejściem na GPW nie rozwiązują problemów statutowych, np. nie eliminują zapisów niekorzystnych dla mniejszościowych akcjonariuszy. Znam też przypadki, kiedy np. aktywa spółki tak naprawdę należały do głównego akcjonariusza - dodaje.
Inwestorzy z dystansem podchodzą do firm, które np. wypłacają dywidendę tuż przed sprzedażą akcji na GPW. Tak było m.in. w przypadku Opoczna, które nie uzyskało najwyższej ceny w ofercie i nie sprzedało tyle papierów, ile pierwotnie planowało. Spółka wypłaciła dywidendę ze środków pozyskanych z kredytu. Odratrans, która przełożyła emisję, natychmiast po tym wypłaciła dywidendę. Przed ofertą nie miała takich planów. Niewykluczone że jej wycena spadnie, kiedy ponownie spróbuje sił na rynku publicznym. - Były też przypadki, że spółki wykorzystywały pieniądze w sposób, który niekoniecznie podobał się inwestorom. Mogły to robić, bo cele emisji nie były dość jasno określone. Te przypadki są jednak już coraz rzadziej spotykane. Głównie miały miejsce w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Dużo większe doświadczenie mają obecnie inwestorzy instytucjonalni. Trudniej ich oszukać - wyjaśnia P. Matusiak.
Doradcy też się mylą