Tytuł bynajmniej nie odnosi się do jakiejś technicznej formacji, ale do Greenspana, który dzisiaj (i jutro) w Kongresie analizować będzie amerykańską gospodarkę i odpowie na parę trudnych pytań. Dla rynków finansowych te wystąpienia wpisane są w kalendarzu czerwonym flamastrem, a do tego warto dzisiaj zwrócić uwagę, że będzie to ostatnia tego typu lekcja dla kongresmanów. Ogólnoświatowy guru sprawuje swój urząd od 1987 r. i po ostatnich kontrowersyjnych latach zakończy kadencję w styczniu 2006 r. (potencjalni następcy to Bernake, Hubbard, Feldstein). Niektórzy analitycy po cichu obawiają się, że Greenspan będzie chciał ostatnie miesiące wykorzystać do zbyt gwałtownego popchnięcia gospodarki na właściwe tory. Jeśli tak, to zacznie właśnie dzisiaj.
Problem jest praktycznie jeden, choć należałoby osobno mówić o (zbyt) niskiej rentowności amerykańskich obligacji (słynne już "conundrum"), oraz o tworzonej (zbyt) tanim pieniądzem bańce spekulacyjnej na rynku nieruchomości. Na pewno w tych dwóch kwestiach padną dziś trudne pytania. Niespodzianką dla inwestorów byłyby sugestie zmieniające obecne wrażenie ekonomicznej równowagi i przesuwające oczekiwania ekonomistów odnośnie podwyżek stóp procentowych na nieco wyższy poziom, nawet ponad 4,0%. Mimo dzielącego nas od USA dystansu, wpływ takiego zamieszania byłby dla rynków wschodzących bardzo odczuwalny.
Jeśli zaś chodzi o podsumowanie samej wczorajszej sesji, to można napisać jedynie, że poniedziałkowe spadki, "dzięki" niższym obrotom były odbierane jako tylko korekcyjne. Wtorkowe zachowanie rynku słuszność takiego nastawienia zdecydowanie potwierdza. A dane o produkcji? W obecnym otoczeniu jałowa dyskusja, bo niższe stopy w krótkim terminie są dla akcji równie korzystne jak szybszy wzrost gospodarczy.