W piątek, podobnie jak dzień wcześniej, uwagę inwestorów giełdowych przyciągnęły doniesienia z Londynu. Pojawiło się więcej szczegółów na temat czwartkowych incydentów. Miały miejsce cztery wybuchy, ale dużo mniejsze niż te z 7 lipca. Atmosfera stała się bardziej napięta, gdy z brytyjskiej stolicy nadeszły wiadomości o strzelaninie w metrze i kolejnych akcjach policji w różnych częściach miasta. Oficjalnie poinformowano, że agenci zastrzelili mężczyznę, który mógł mieć coś wspólnego z zamachami z dnia poprzedniego.

Napływające z Londynu informacje spowodowały jednak tylko krótką przecenę akcji na najważniejszych giełdach. Później indeksy zaczęły odrabiać straty. Analitycy podkreślają, że inwestorzy coraz bardziej ignorują ataki terrorystyczne, zwłaszcza że takie zamachy jak w Londynie nie mogą w znaczący sposób wpłynąć na sytuację makroekonomiczną.

Londyński wskaźnik FT-SE 100 zakończył piątkową sesję na poziomie o 0,39% wyższym niż w czwartek. Frankfurcki DAX wzrósł o 0,15%, a paryski CAC-40 stracił 0,23%. Na Starym Kontynencie spółką, która najbardziej traciła w oczach graczy, była Nokia (-2%), i to już drugi dzień z rzędu. Tym razem fińskiemu potentatowi w produkcji komórek zaszkodziła obniżona rekomendacja z "tak jak rynek" do "poniżej rynku" przez analityków J.P. Morgan Chase. To reakcja na opublikowane w czwartek słabe wyniki i prognozy.

Za Atlantykiem również dostrzeżono wydarzenia w Londynie, ale inwestorzy skupili się na "miejscowych problemach". Takim była np. słabsza od oczekiwanej prognoza opublikowana przez Microsoft. Akcje potentata informatycznego straciły w pierwszej połowie sesji w Nowym Jorku 2,5%. Nastroje pogorszył też inny informatyczny potentat Google, który wprawdzie odnotował prawie 100-proc. wzrost zysku, ale ostrzegł, że bieżący kwartał będzie gorszy. Do godz. 18.00 naszego czasu wskaźnik Dow Jones Industrial Average spadł 0,17%, a technologiczny Nasdaq obniżył się o 0,45%.