Spółka handlująca m.in. wyrobami elektrycznymi w pierwszym półroczu przy obrotach wynoszących 97,1 mln zł (86,1 mln zł przed rokiem) osiągnęła 5,3 mln zł zysku netto (4 mln zł w ubiegłym roku). Większość udało się osiągnąć w drugim kwartale, kiedy przychody sięgnęły 54,5 mln zł, a zysk netto - 3,2 mln zł. Sprzedaż okazała się po sześciu miesiącach niższa o 10% od założonej, ale za to wyższe, o 31,5%, były zyski. Krzysztof Folta, prezes TIM-u, już zapowiada, że zwróci się do rady nadzorczej z sugestią podniesienia tegorocznych prognoz. Spółka miała w tym roku zarobić netto 13 mln zł, przy 250 mln zł przychodów. Jak wysoka będzie nowa prognoza - prezes nie zdradza. Zapewnia jednak, że chodzi o zmianę większą niż 10%.
- Co roku nasze wyniki rozkładały się mniej więcej w proporcji 40 do 60% na korzyść drugiej połowy roku. Jednak obserwacje rynku pozwalają sądzić, że tym razem na drugą połowę roku przypadnie znacznie większy wzrost sprzedaży - uzasadnia K. Folta. Większa planowana sprzedaż ma związek z przewidywanym boomem budowlanym, a właśnie ten sektor jest największym odbiorcą towarów TIM-u.
Lepsze wyniki spowodowały, że TIM zastanawia się już nad wypłatą zaliczki na poczet tegorocznej dywidendy. Spółka od kilku lat jej nie wypłacała, bo zyski szły na pokrycie wcześniejszych strat. Mało tego. - Zaproponujemy zwiększenie nakładów na inwestycje. Zwłaszcza na informatyzację - twierdzi prezes. Tegoroczne inwestycje, wśród których jest uruchomienie dwóch nowych oddziałów i nowego magazynu, miały kosztować 4,6 mln zł. Spółka zakłada, że na koniec roku będzie mieć co najmniej 30 oddziałów. Nie planuje jednak żadnych akwizycji.