Hossa rozbudza apetyty inwestorów. Amerykańskie rynki uwierzyły, że kolejne miesiące utrwalą wzrost gospodarczy. Inflacja jest względnie niska, co odsuwa niebezpieczeństwo zbyt szybkiego wzrostu stóp procentowych. Inwestorzy nie przejmują się już nawet drożejącą ropą naftową, którą jeszcze niedawno obwiniano za stagnację kursów akcji. Ten optymizm musi kiedyś w końcu prysnąć. Problem w tym, że dopóki nie pojawią się wyraźne sygnały zakończenia trendu wzrostowego, trudno przesądzać z góry, kiedy to się stanie. Nie da się wykluczyć scenariusza, w którym przed załamaniem się obecnej fali zwyżkowej rynek czekać będzie faza euforii i jeszcze szybszego skokowego ruchu w górę.
Opór na horyzoncie
Na razie dostrzec można jedynie pewne zagrożenia dla zwyżki. S&P 500 zmierza ku silnemu oporowi w okolicy 1255 pkt. Na dodatek jest to "podwójna" bariera. Po pierwsze, opór ten wynika z trzymiesięcznego kanału wzrostowego. Po drugie, poziom ten ma długoterminowe znaczenie. Od początku ub.r. na wykresie S&P 500 powstaje obszerna formacja zwyżkującego klina. Jego dolna linia biegnie po trzech dołkach, w tym ostatnim minimum z połowy kwietnia (1137 pkt). Górna linia tworzona także przez trzy długoterminowe szczyty przecina właśnie prostą tworzącą wspomniany kanał wzrostowy. Taka kombinacja oporów może wyznaczyć moment przynajmniej korekty. W razie porażki byków można spodziewać się przeceny S&P 500 co najmniej do najbliższego wsparcia. Można za nie uznać dolną linię kanału wzrostowego, przebiegającą aktualnie nieco poniżej 1215 pkt.
Ryzyko głębszej przeceny zmniejsza na razie fakt, że rynek trudno uznać już za wykupiony. Oscylator stochastyczny dopiero zmierza do górnej strefy. W układzie tygodniowym ten sam wskaźnik ledwie znalazł się w strefie wykupienia. W czasie silnych zwyżek w końcu ub.r. oscylator znajdował się w tym przedziale blisko 2 miesiące. W tej sytuacji nie da się wykluczyć pokonania przez indeks wspomnianej kombinacji oporów. Wówczas S&P 500 czekać może zwyżka przynajmniej o wartość wynikającą z szerokości kanału wzrostowego, czyli blisko 40 pkt. Indeks miałby zatem szansę osiągnąć przynajmniej 1290 pkt w perspektywie kilku tygodni. Co ciekawe, do podobnych wniosków można dojść na podstawie zachowania S&P 500 w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Odległość między poprzednimi długoterminowymi szczytami (z początku ub.r. i z marca br.) wynosiła 80 pkt. Jeśli dodamy tę wartość do marcowego maksimum (1225 pkt), to otrzymamy 1305 pkt. Czyli nieznacznie więcej, niż wynika z poprzedniej kalkulacji.
Sygnał kupna wysłał niedawno technologiczny Nasdaq Composite, który przedarł się przez szczyt z końca ub.r. (2177 pkt). Wsparciem w razie ewentualnej korekty będzie linia średnioterminowego trendu wzrostowego wybiegająca z kwietniowego dołka (1904 pkt). Warto przypomnieć, że pokonanie w grudniu ub.r. poprzedniego szczytu ze stycznia 2004 r. (2154 pkt) nie przyniosło trwałej fali wzrostowej. Co więcej, był to już schyłkowy okres trendu zwyżkowego.