CSFB, zależny od Credit Suisse bank inwestycyjny z Wall Street, który wkrótce zostanie włączony w ramy grupy, jest jednym z siedmiu dawnych pożyczkodawców Enronu, którym byli akcjonariusze teksańskiej firmy wciąż zarzucają pomoc w pompowaniu jej wyników finansowych. Z poszkodowanymi inwestorami rozliczyły się ostatnio m.in. Citigroup i Canadian Imperial Bank of Commerce (czytaj wyżej), płacąc po ponad 2 mld USD odszkodowań.
CSFB w ostatnim kwartale podwoił rezerwy na koszty procesów związanych z bankructwem Enronu (i podobnymi sprawami, m.in. o nieprawidłowości przy organizowaniu ofert publicznych) do 1,1 mld USD, co sprawiło, że potentat z Wall Street poniósł stratę. A przez to wyniki całego Credit Suisse wypadły bardzo blado. Zysk netto spadł do 919 mln franków szwajcarskich z 1,46 mld franków notowanych przed rokiem. Analitycy obliczali, że szwajcarski bank, drugi w swoim kraju po UBS, zarobił w minionym kwartale 1,37 mld franków. Zdaniem analityków, sprawa Enronu może ciążyć na wynikach firmy jeszcze przez kilka kwartałów. Akcje Credit Suisse straciły wczoraj po publikacji raportu prawie 2%.
Według analityków, nawet z pominięciem odpisu związanego z procesami sądowymi wyniki szwajcarskiego giganta okazały się słabe. - Bank ma problem z utrzymaniem właściwej relacji kosztów do przychodów. Myślę, że zawsze będzie słabszy od konkurencji - oceniła Medeleine Hofmann z banku Julius Baer.
Eksperci zwrócili też uwagę, że kiepsko radzi sobie oddział bankowości prywatnej Credit Suisse, który w zeszłym roku odpowiadał za dwie piąte zysku grupy - w II kw. zarobił 581 mln franków, 13% mniej niż przed rokiem. Niemniej jednak oddział bankowości prywatnej pozyskał 12,8 mld franków nowych środków do zarządzania (62% więcej niż rok wcześniej), m.in. dzięki otwarciu przedstawicielstw w Rosji i Chinach. W bankowości prywatnej, przeznaczonej dla klientów z portfelem wartym co najmniej milion dolarów, Credit Suisse jest obecnie trzecią siłą na świecie, po UBS i amerykańskim banku Merrill Lynch.
Bloomberg