Trudno powiedzieć, by po wczorajszej sesji któraś ze stron była w korzystniejszym położeniu. Skala wczorajszego spadku przemawia za tym, że nie był to jednorazowy wyskok i pogorszenie koniunktury może potrwać dłużej. Z drugiej strony, siła trendu wzrostowego jest na tyle duża, że jedna zniżka to zbyt mało, by mówić o jego odwróceniu. W przypadku większości posiadaczy krótkich pozycji możemy na razie mówić o ograniczaniu strat na niezarabianiu.
Na wykresie świecowym powstała formacja typowa dla zmiany tendencji - zasłona ciemnej chmury. Siła jej oddziaływania powinna być wystarczająca, by sprowadzić notowania kontraktów na WIG20 w okolice 2100 pkt. Tutaj znajdują się szczyt z końca lutego oraz górki z połowy minionego miesiąca. Taki scenariusz wydaje się dość prawdopodobny, jeśli spojrzeć na notowania z przełomu lutego i marca. Wtedy końcowa część zwyżki wyglądała podobnie jak teraz. Nagły zwrot na rynku obniżył wartość futures o około 100 pkt.
Dwa ostatnie dni przyniosły wyraźny skok zmienności rynku. Pięciosesyjny ATR wzrósł z 26 pkt w poniedziałek do blisko 39 pkt. To również element pozwalający snuć analogię z końcówką lutego. Tak jak wtedy na rynku kasowym karty rozdawali zagraniczni inwestorzy. Liczba otwartych pozycji tuż przed ustanowieniem szczytu na rynku sięgnęła historycznego maksimum. Wyraźną różnicę stanowi natomiast wciąż mocno ujemna baza. Pod koniec lutego doszło do jej znacznego zredukowania. Tym razem tak się nie stało.
Przy obecnej zmienności rynku trudno myśleć o większym zaangażowaniu. Poza złowróżbną formacją świecową brakuje innych sygnałów sprzedaży. Z drugiej strony, ogromne wykupienie i spekulacyjny charakter wzrostu z tego tygodnia zniechęcają do długich pozycji. W tej sytuacji chyba najlepiej pozostać z boku i zaczekać na dalszy rozwój zdarzeń.