Sędzia-komisarz stwierdził zawarcie układu Instalu Lublin z wierzycielami. Uczynił to, mimo że podczas wczorajszego zgromadzenia wierzycieli w jednej z głosujących grup zabrakło wymaganej większości reprezentującej 2/3 sumy wierzytelności. - Cieszę się z tej decyzji. Sądzę, że jest to przede wszystkim dobra wiadomość dla samych wierzycieli. Od zatwierdzenia układu ruszy odmierzanie czasu do spłaty zobowiązań - komentuje Tomasz Flis, wiceprezes Instalu. Przypomnijmy, że lubelska spółka znajdowała się w upadłości z możliwością zawarcia układu od lutego ubiegłego roku. Od tego czasu wierzytelności wobec Instalu były "zamrożone".
Do układu weszło około 11 mln zł. Długi nie przekraczające 6 tys. zł (opiewają łącznie na ok. 700 tys. zł) Instal zamierza spłacić w całości. Większe zobowiązania będą natomiast zredukowane o 40%. Pozostałą kwotę spółka chce spłacić w sześciu półrocznych ratach. Pieniądze na realizację układu planuje pozyskać m.in. ze sprzedaży zbędnego majątku.
W przetargach bez przeszkód
Układ Instalu musi jeszcze zatwierdzić sąd. Najprawdopodobniej uczyni to na posiedzeniu, które odbędzie się 31 sierpnia. Po uprawomocnieniu się zatwierdzenia układu sąd zakończy postępowanie upadłościowe. A to umożliwi spółce udział w przetargach publicznych. Przez ostatnie 17 miesięcy Instal był z nich wykluczany już na starcie. Pozostawała mu głównie rola podwykonawcy, chociaż i w niej lubelskie przedsiębiorstwo radziło sobie coraz lepiej. Po raz pierwszy od lat Instal zakończył zarówno pierwszy, jak i drugi kwartał roku bez strat (narastająco miał 0,6 mln zł zysku netto).
Wykonanie układu przełoży się ponadto na przyszłe zyski giełdowej spółki. Powiększą się o taką samą kwotę, o jaką zostaną zredukowane zobowiązania firmy. Chodzi więc o ponad 4 mln zł. Nastąpi to jednak dopiero po prawomocnym stwierdzeniu wykonania układu, czyli - w przypadku udanej realizacji zobowiązań układowych - po trzech latach.