Najbardziej optymistyczny, wymarzony przez rynki finansowe scenariusz zakłada jednak, że nowy rząd zdecyduje się na jak najszybsze wprowadzenie Polski do strefy euro. - Byłoby to możliwe już w 2008 r. - twierdzi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING BSK. Warunkiem jest ograniczenie wydatków budżetowych i opóźnienie reformy podatkowej. - W takiej sytuacji mamy szybki spadek deficytu, a w konsekwencji stóp procentowych i stabilizację kursu złotego - twierdzi M. Szczurek. Szanse powodzenia takiego scenariusza oceniane są jednak przez ekonomistów ING BSK tylko na 5%.
Nieco bardziej prawdopodobna (30%) jest kontynuacja strategii wejścia do euro, jaką rysuje obecny rząd. Zakłada ona łagodne obniżanie deficytu budżetowego, wstąpienie do ERM2 w 2006 r. i przyjęcie wspólnej waluty w 2009 r. - PiS, LPR i Samoobrona sprzeciwiają się szybkiemu wejściu do strefy euro. Jako jedyna opowiada się za tym PO - mówi M. Szczurek. Jego zdaniem, realizacja takiego wariantu będzie oznaczać umocnienie złotego (do 3,8 zł za euro) w 2006 r.
Trzeci i najbardziej prawdopodobny wariant (55%) zakłada, że koncepcja szybkiego wejścia do strefy euro przegra z innym priorytetem. Jakim? To będzie zależało od tego, kto wygra wybory. - Nawet jeżeli decydujący głos w przyszłej koalicji będzie mieć PO, to można sobie wyobrazić, że ważniejszym celem dla nowego rządu będzie reforma podatkowa - ocenia M. Szczurek. Według ekonomisty, realizacja takiego scenariusza też może oznaczać aprecjację złotego do 3,6 zł za euro w latach 2006-2007.
Ostatni i najbardziej pesymistyczny wariant (10%) zakłada problemy z tworzeniem nowego rządu albo wygraną w wyborach LPR i Samoobrony. Jego realizacja będzie oznaczać osłabienie złotego do 4,5, a nawet 5 zł za euro.
Nie będzie hipotecznego boomu