Przebieg wtorkowej sesji zdawał się przebiegać w rytm informacji napływających w ciągu dnia z NASA. Katalizatorem okazało się udane lądowanie promu kosmicznego Discovery, od którego rozpoczął się spory intraday?owy wzrost, widoczny szczególnie na kontraktach terminowych na WIG20 (i niemieckim Daxie).

Udany powrót na Ziemię międzynarodowej załogi wprowadził na rynki spokój, którego nie było na nich od samego rana. Na rynkach światowych ropa ponownie drożała, w kraju na dobre trwa kampania prezydencka. W tych okolicznościach (przed lądowaniem promu) indeks, po początkowym spadku, poruszał się w wąskim paśmie wahań. Na najpłynniejszych futures na WIG20 od dziennego minimum do maksimum dzieliło 38 pkt. Baza na koniec dnia wynosiła już zaledwie minus 25 pkt, czyli ponad dwa razy mniej niż jeszcze kilka sesji temu (choć w trakcie sesji spadła przejściowo do mniej niż 20 pkt). Sesję na plusie zakończyły najsilniejsze ostatnio banki PKO BP oraz Pekao. Na razie niewielkim spadkiem kursu zareagował PKN na doniesienia prasowe o nieprawidłowościach w procesie prywatyzacji czeskiego Unipetrolu.

Obserwując zachowanie rynku na wtorkowej sesji oraz 3 sierpnia można odnieść wrażenie, że pomimo wzrostu jego wartości mierzonej indeksem WIG20 w ostatnich trzech miesiącach o jedną czwartą nadal pozostaje on bardzo silny. Obie korekty były płytkie, a byle pretekst wykorzystany został do ponownego kupowania akcji. Generalnie, o ile nie trwa aktualnie doskonała wręcz (bo niewidoczna) dystrybucja, to chętnych do sprzedaży nie ma wcale więcej niż jeszcze kilka tygodni czy miesięcy temu. Szczególnie że podczas ostatnich sesji rynek rośnie przy mniejszym wolumenie obrotu.

Nic nie stoi na przeszkodzie, by indeks rósł dalej aż do poziomu 2330 pkt. Waga tego oporu nie jest na tyle duża, by już teraz przesądzać o zachowaniu WIG20 po jego przełamaniu lub odbiciu do niego. Jednakże, im wyżej indeks będzie się piął, tym bardziej trzeba mieć na uwadze, że ktoś kiedyś będzie musiał zacząć sprzedawać i korekta pojawi się w najmniej spodziewanym momencie, a nie wtedy, kiedy wszyscy o niej mówią.