Ropa naftowa od rana wczoraj drożała, gdyż uczestnicy rynku paliwowego spodziewali się spadku zapasów zarówno surowej ropy, jak i benzyny w Stanach Zjednoczonych. Zanosiło się zatem na czwartą już zwyżkę cen w ostatnich pięciu dniach i ich kolejne rekordy. I rzeczywiście wczesnym popołudniem za baryłkę ropy Brent płacono w Londynie po 62,88 USD, więcej niż kiedykolwiek na zamknięciu sesji. Rekord wszech czasów w czasie notowań padł w Londynie we wtorek i wyniósł 63,06 USD. Obrót kontraktami terminowymi na ropę Brent rozpoczęto w Londynie w 1988 r.

Po godzinie 16.30 czasu warszawskiego, a więc po opublikowaniu raportu o stanie zapasów przez amerykański Departament Energetyki, ropa zaczęła lekko tanieć. Rezerwy wzrosły o 2,8 mln baryłek, do 320,8 mln baryłek. Analitycy spodziewali się spadku tych rezerw o 1 mln baryłek. Import ropy naftowej do USA wzrósł w ub. tygodniu do 11,1 mln baryłek dziennie. Był to najwyższy poziom od 23 lipca 2004 r. Amerykańskie rafinerie wykorzystywały swoje moce produkcyjne w 95%, o 0,8 pkt proc. niżej niż tydzień wcześniej. Wszystkie te dane potwierdzają, że wciąż istnieją jeszcze w branży naftowej rezerwy wydobywcze, transportowe i przerobowe. Mimo to, trend spadkowy utrzymał się tylko chwilę. Na zamknięciu notowań za baryłkę ropy Brent z dostawą we wrześniu płacono rekordowe 63,6 USD Przed tygodniem było to 59,65 USD.