Ropa kosztuje już ponad 66 USD za baryłkę, a kolejne rekordy odbijają się coraz większą czkawką na giełdowych notowaniach. Na nieszczęście, w powszechnej opinii nie ma żadnych przesłanek, żeby wzrost cen surowca mógł się zatrzymać, a następne rekordy - też w powszechnym mniemaniu - przełożą się na pogorszenie dobrej ostatnio koniunktury na (przynajmniej europejskich) parkietach.

Za Atlantykiem piątkowe notowania rozpoczęły się od ruchu w dół nie tylko ze względu na ropę, ale też przez Della - największego producenta laptopów na świecie. Firma przedstawiła w czwartek po sesji zaskakująco słabe dane o sprzedaży w poprzednim kwartale, mimo że wcześniej przepowiadała, że przebije prognozy analityków. Na "dzień dobry" inwestorzy skarcili Della ponad 8-proc. przeceną papierów, później akcje lekko odbiły się w górę. Poprawie nastrojów nie sprzyjały też dane makrogospodarcze. Optymizm konsumentów mocno osłabł (mierzący go indeks spadł w sierpniu do 92,7 pkt, z 96,5 pkt), a deficyt handlowy USA powiększył się znacznie bardziej, niż oczekiwali ekonomiści.

O 18.00 indeks blue chipów Dow Jones tracił 1,02%, a Nasdaq Composite, obrazujący kondycję spółek branży zaawansowanych technologii, spadał o 1,28%.

Spadki na otwarciu giełd w Stanach poprzedzone zostały przez zniżki w Europie. Objęły one 14 z 18 giełd zachodniej części kontynentu, poza islandzką, portugalską, fińską i norweską. Ze względu na rozczarowujące wyniki finansowe o ponad 6% przeceniono akcje szwedzkiej firmy Securitas, potentata branży ochroniarskiej. Sporo straciły też papiery szwajcarskiego banku Julius Baer, specjalizującego się w bankowości prywatnej, który podał, że koniunktura w tym segmencie jest w tej chwili daleka od ideału. W odwrocie znalazły się również akcje British Airways - i to nie ze względu na ceny ropy naftowej, ale głównie z uwagi na strajk pracowników cateringu, który doprowadził do uziemienia wszystkich startujących z Londynu samolotów brytyjskich linii. Główne indeksy w Londynie i Frankfurcie spadły w piątek po 0,2%, a w Paryżu o 0,7%.