W ubiegłym tygodniu firma Yahoo! ujawniła, że dzięki usprawnieniom technologicznym wyszukiwarka jest w stanie indeksować 19,2 mld stron, 1,6 mld zdjęć i ilustracji oraz 50 milionów plików audio i wideo. - Nie jesteśmy w stanie potwierdzić tak znacznego wzrostu możliwości indeksacyjnych Yahoo! - zareagowało natychmiast Google, kwestionując podawane przez rywala i sąsiada (obie firmy mają siedziby w Dolinie Krzemowej w Kalifornii) liczby. Naukowcy z National Center for Supercomputing Applications na Uniwersytecie Stanu Illinois także mają wątpliwości. Na wszelki wypadek przeprowadzili oni 10 tysięcy równoległych przeszukiwań, używając zarówno Yahoo!, jak i Google, i określili na łamach "Wall Street Journal" liczby podawane przez tę pierwszą firmę jako "podejrzane".

Obecna wojna wyszukiwarek pokazuje, że firmy internetowe śmiertelnie poważnie traktują wyścig o prymat na rynku. Walka na liczby ma przede wszystkim znaczenie marketingowe. Eksperci komputerowi twierdzą bowiem, że mnożenie liczby wyszukiwanych miejsc nie ma większego znaczenia dla przeciętnego użytkownika internetu, jeśli liczbę dostępnych stron liczy się w miliardach. Co najwyżej przyniesie kilka bezużytecznych wyników więcej.

Yahoo! ustępuje Google w liczbie faktycznych wyszukań dokonywanych przez internautów. W tej wojnie jest też trzeci gracz, który dysponuje największym potencjałem finansowym. To Microsoft z jego serwisem MSN. Na razie wyszukiwarka tej firmy indeksuje około 5 miliardów stron internetowych, ale Bill Gates nie ukrywa, że jego ambicje sięgają dużo wyżej i Microsoftowi marzy się przejęcie prymatu także na tym rynku.

Nowy Jork