Pierwszy raz od trzech miesięcy indeks WIG20 znalazł się poniżej średniej kroczącej z 15 sesji. To ewidentny sygnał krótkoterminowej zmiany trendu. Segment największych przedsiębiorstw wszedł w fazę korekty trzymiesięcznego wzrostu, która powinna go sprowadzić w rejon 2100 pkt. Nieco ponad tym poziomem znajduje się szczyt z końca lutego, tuż poniżej wypada 38,2-proc. zniesienie zwyżki rozpoczętej w połowie maja. Przy wciąż dość optymistycznym nastawieniu inwestorów, którzy spadek z ostatnich dni traktują jako chwilowe przesilenie, nie można jednak wykluczyć, że wydarzenia przybiorą bardziej pesymistyczny obrót. Ostatni wzrost szczególnie w sektorze bankowym odbył się "na kredyt". Wyniki największych instytucji w II kwartale na pewno nie dały ku temu podstaw. Jednocześnie jednym z motorów napędowych zwyżki było przekonanie o znacznej poprawie koniunktury gospodarczej w II połowie roku. Dane dotyczące pierwszego miesiąca drugiego półrocza takim optymizmem nie napawają. Sytuacja byłaby jeszcze gorsza gdyby nie eksport.

Przebieg wzrostu trwającego od połowy maja podczas którego rynek prawie nieustannie szedł w górę przekonuje, że w jego czasie inwestorzy nie mieli większych wątpliwości co do tego, że warto coraz więcej płacić za akcje, gdyż hossa będzie trwać. Można w tym doszukiwać się symptomów pewnego zaślepienia, które zazwyczaj towarzyszy kształtowaniu istotnych ekstremów. Taką interpretację uzasadnia miesięczny MACD. Znalazł się on na poziomie, z którego w 1998 i 2000 r. rozpoczynały się mocne zniżki. Takie przewidywania znajdą jednak mocniejsze potwierdzenie w rzeczywistości dopiero, gdy WIG20 znajdzie się poniżej 2100 pkt.

Kolejnym niepokojącym sygnałem jest wzrost szerokości rynku podczas sierpniowego spadku. Od początku tego miesiąca na wartości traci indeks cenowy, spada wskaźnik A/D Line. Wczoraj w dół poszły kursy ponad połowy spółek z indeksu WIG, tylko 29% wzrosły. W gronie blue-chips tylko trzy obroniły się przed przeceną.