GUS opublikuje dane dotyczące lipcowej sprzedaży detalicznej w najbliższy wtorek. Ekonomiści przewidują, że będą słabsze niż w czerwcu, gdy wzrost wyniósł aż 10,5%. Najniższe prognozy ma Kredyt Bank: oczekuje zwiększenia sprzedaży detalicznej tylko o 5,5%. Dlaczego?
- Za słabymi danymi przemawiają kiepskie wyniki produkcji przemysłowej, która rosła w lipcu głównie dzięki popytowi zagranicznemu - mówi Wojciech Kuryłek, ekonomista Kredyt Banku. GUS podał w czwartek, że produkcja w lipcu była tylko o 2,6% większa niż przed rokiem. Ekonomiści oczekiwali znacznie lepszych danych. Po publikacji GUS część z nich zaczęła się zastanawiać, czy w II półroczu rzeczywiście nadejdzie oczekiwane ożywienie w gospodarce.
Według W. Kuryłka, prognozowana przez Kredyt Bank stosunkowo niska dynamika sprzedaży, to m.in. efekt informacji o nadal niskim popycie na nowe samochody (spadek o ok. 15% rok do roku). Jego zdaniem, w II kwartale dynamika konsumpcji indywidualnej mogła być niższa niż w I kwartale.
Najbardziej optymistyczne szacunki dotyczące sprzedaży detalicznej ma BNP Paribas, który zakłada wzrost o 9,5% rok do roku, a więc niewiele słabszy niż w czerwcu. - Główny powód takich prognoz to dobra dynamika płac w ostatnich dwóch miesiącach i szybszy wzrost zatrudnienia - wyjaśnia Michał Dybuła, ekonomista BNP Paribas. W lipcu przeciętne wynagrodzenie w przedsiębiorstwach było o 3,2% większe niż przed rokiem, a przeciętne zatrudnienie - o 1,8%.
W opinii M. Dybuły, rynek zbyt pesymistycznie odebrał ostatnie dane o produkcji przemysłowej. Jego zdaniem nie jest wcale tak źle, jeśli spojrzy się na dane skorygowane o czynniki sezonowe (wzrost o 4,7%). Poza tym mamy bardzo wysoką dynamikę produkcji budowlanej.