Niestety, wczorajsza sesja była kolejną, na której poziom aktywności graczy pozostawiał wiele do życzenia. Takie zachowanie inwestorów zdecydowanie utrudnia analizę.

Przypomnę tylko, że analiza techniczna opiera się na założeniu wielu uczestników po obu stronach rynku, którzy przynajmniej teoretycznie mają utrudniony wpływ na poziom cen. Wiadomo, że w przypadku naszego rynku takie założenie jest praktycznie nie spełnione już na starcie. Od biedy można przyjąć, że w czasie sesji o dużym obrocie jesteśmy do jego spełnienia najbliżej. Stąd teza, że sesje z dużym obrotem są wiarygodniejsze, gdyż ujawniają "prawdziwe" oblicze rynku. Gdy, tak jak wczoraj, znaczna większość inwestorów wstrzymuje się z decyzjami, znacznie trudniej jest ocenić faktyczne nastroje. Najłatwiej wtedy stwierdzić, że są one senne. Niestety, z punktu widzenia analizy zasadności posiadania takiej czy innej pozycji taka wskazówka ma ograniczoną użyteczność. Pozwala ona tylko stwierdzić, że żadnych ruchów nie należy wykonywać i z decyzjami poczekać na pojawienie się impulsu, który rozbudzi rynek. Paradoksalnie czekamy więc na złamanie zasady niewpływania na ceny, gdyż czekamy na ruch poważniejszego kapitału, który rzadko jest nieskoordynowany.

Plus z takiej sytuacji jest taki, że ceny się wahają, co może doprowadzić do zmiany sytuacji technicznej rynku i w końcu do jakichś decyzji. A jaka jest ta sytuacja? Na indeksie doszło do przełamania mało wiarygodnej linii trendu wzrostowego i, jakby na potwierdzenie tej małej wiarygodności, rynek ociąga się ze spadkiem. Na rynku kontraktów cały czas broni się poziom dołka z początku sierpnia. Przypomnę jednak, że to nie on jest w tej chwili najważniejszy. Za kluczowe wsparcie cały czas uznawać należy okolice 2130 pkt, czyli konsolidację z lipca.