Przełamanie wzrostowej linii trendu, która opisywała tempo zwyżki zapoczątkowanej w połowie maja, na razie nie ma negatywnych konsekwencji. Trudno przecież takimi nazwać spadek indeksu największych spółek o 80 punktów, tj. niecałe 3,5% od najwyższego zamknięcia sesji w kilku ostatnich latach. Niemniej trend krótkoterminowy ma kierunek spadkowy i kontynuacja przeceny nie jest jeszcze wykluczona.

Szczególnie że dla zatrzymania zniżki właśnie w tym punkcie można znaleźć przynajmniej dwa techniczne uzasadnienia. Po pierwsze, może to być ruch powrotny do wspomnianej już linii trendu wzrostowego. Po drugie, zatrzymanie rynku jest uzasadnione po wypełnieniu zasięgu spadków, wynikającego z niewielkiego podwójnego szczytu z początku sierpnia. Z punktu widzenia analizy wykresu nie ma właściwie przeciwwskazań, żeby spadek był kontynuowany. Jednak sierpniowy szczyt słabo nadaje się na wierzchołek jakiegoś wyższego rzędu, ze względu na panujące na rynku nastroje i dość niskie obroty, które towarzyszyły jego kształtowaniu. Kiedy na wykresie WIG20 budowane były maksima w kwietniu 2004 roku i lutym 2005 roku, które poprzedzały ponad 10-proc. spadki (wierzchołki te wyznaczają jednocześnie górne ramię kanału wzrostowego, wokół którego "kręci się" obecnie wykres indeksu), warunki rynkowe były nieco inne. Wprawdzie pesymizm specjalistów (Wigometr na minusie) nie jest przeszkodzą w budowaniu istotnego szczytu, ale wysoka ujemna baza już taką jest. Dodatkowo wymienionym szczytom towarzyszyła kulminacja obrotów - teraz aktywność inwestorów przestała rosnąć już na początku lipca. Te argumenty wskazują, że mamy do czynienia z lokalną korektą. Złamanie wsparcia zbudowanego w okolicach 2185 pkt (tutaj wypadł minimum sesji z 18, 19 i 23 sierpnia) będzie oznaczać przedłużenie spadku do 2120 pkt - dotarcie do dolnego ograniczenia wzrostowego kanału, czyli w okolice 1900 pkt wydaje się w tej chwili rozwiązaniem mniej prawdopodobnym.