Wczorajsze notowania wyglądały niemal dokładnie tak samo, jak pięć ostatnich nudnych sesji. Wartość obrotów ledwo co przekroczyła pod koniec sesji 300 mln zł (nie liczę pakietówek na ,z czego niemal połowę zarobiły znowu tylko dwie spółki: PKN i PEO (w poprzednie dni PKO). Najwięksi gracze wciąż są na wakacjach, co należy wnioskować nie tylko z bardzo niskiej zmienności i obrotów, ale też z bardzo niskich wartości ofert kupna/sprzedaży ustawionych na kluczowych spółkach. Na to ostatnie radzę teraz zacząć zwracać uwagę, bo właśnie to będzie pierwszym zwiastunem do rozpoczęcia jakiegoś mocniejszego ruchu. Sam końcowy fixing też każe wzmóc już czujność na najbliższych sesjach.

Wciąż daleki jestem od sugerowania czegokolwiek na takim niepłynnym rynku, bo często rządzi na nim nie kapitał, ale przypadek. Zwróciłbym jednak po raz kolejny uwagę, że czeski indeks ponownie poprawia szczyty hossy (ta systematyka wzrostu już nudzi - 2 miesiące bez najmniejszej korekty), a węgierski BUX, mimo bardzo słabego zachowania giełd Eurolandu wzrósł ponad 1% i wyszedł nad zeszłotygodniowe szczyty. Dla nas analogiczne poziomy są dopiero przy 2260 pkt na WIG20 i 2225 pkt. dla kontraktów, gdzie po zeszłotygodniowych wtorkowych wynikach robiliśmy szczyt tuż przed późniejszym szczytem marazmu. Do tych poziomów indeksowi brakuje teraz 50 pkt. Pół godziny widocznego mocniejszego kupna dużych inwestorów (duże wartości pojedynczych transakcji) wystarczyłoby, by natychmiast przypomnieć te nasze zaległości do giełd regionu i wciągnąć rodzimych inwestorów do zakupów. Kalendarz giełdowy wskazuje, że nie mamy prawa rozpocząć jakiegokolwiek trwalszego ruchu przed początkiem września, ale przy tak niskiej płynności rynek może być podatny na wszelkie spekulacyjne wyskoki.