Reklama

STOP nielegalnemu procederowi

W Polsce pirackim monitoringiem zajmuje się kilkadziesiąt dobrze prosperujących firm, które z reguły nie dzielą się z nikim osiąganymi zyskami

Publikacja: 26.08.2005 08:41

Nie muszę nikogo przekonywać, jak cennym towarem na rynku jest informacja, a tym bardziej informacja finansowa. Jej produkcja w porównaniu z popularnymi mediami jest droga, biorąc pod uwagę wysokie koszty personalne, które ponosi wydawca. Dziennikarze finansowi są w Polsce i na świecie jedną z najlepiej opłacanych grup wykonujących tę profesję. I to się nie zmieni, biorąc pod uwagę fakt, że wydawcy pism biznesowych i producenci ekonomicznych serwisów informacyjnych muszą konkurować jako pracodawcy z dobrze wynagradzaną branżą finansową. A zatem dbając o wysoką jakość produktu i szanując naszych odbiorców, musimy zatrudniać i zatrudniamy dobrze opłacanych dziennikarzy specjalistów. Dlatego też specjalistyczne pisma branżowe oraz pisma finansowe nigdy nie należały do segmentu pism tanich.

Z coraz większym zdumieniem obserwuję rozwijający się w Polsce od kilku lat mechanizm piractwa informacyjnego, który obecnie osiągnął kuriozalne rozmiary. Uczestniczą w nim dziesiątki firm kradnących informacje ich producentom i tysiące (w większości nieświadomych) odbiorców kupujących skradzione treści od paserów. Niestety, proceder ten nie jest w Polsce ścigany tak jak piractwo komputerowe czy płytowe. A powinien, bo uderza boleśnie w producentów informacji, którzy dysponują autorskimi prawami majątkowymi do produkowanych treści.

Zjawisko piractwa informacyjnego dotyczy zarówno świata internetu, jak i tradycyjnych mediów. Mniej oburza mnie coraz powszechniejszy fakt niepowoływania się na źródła informacji przy przygotowywaniu własnych serwisów, choć jest to również zjawisko naganne. Zdecydowanie bardziej kuriozalnym zjawiskiem jest działanie biznesowe polegające na kopiowaniu i sprzedaży już wyprodukowanych przez kogoś innego treści. W Polsce zajmuje się tym obecnie kilkadziesiąt dobrze prosperujących firm, które z reguły nie dzielą się z nikim osiąganymi zyskami. Oferują usługę zwaną monitoringiem mediów. Przykładowo, zatrudniający kilkanaście tysięcy osób bank nie musi dla swoich pracowników kupować żadnych gazet czy czasopism. Wystarczy, że za kilka tysięcy złotych miesięcznie wykupi usługę, dzięki której codziennie rano jego pracownicy w formie elektronicznej otrzymują pakiet nielegalnie skopiowanych informacji z prasy.

Zjawisko to jest tak powszechne, że po stronie kupującej tego rodzaju usługę znajdują się nawet takie instytucje, jak Najwyższa Izba Kontroli, Senat czy Ministerstwo Skarbu Państwa. Co ciekawe, nie mają świadomości, że zazwyczaj kupują towar od piratów, kierując się przy wyborze dostawcy informacji ceną, a nie tym, czy ma podpisane stosowne umowy z wydawcami na sprzedaż należących do nich informacji. Pirackie serwisy kupują też tysiące spółek chcących monitorować pojawiające się w mediach informacje o nich, o branżach, czy konkurentach.

Parkiet Media jako wydawca Gazety Giełdy Parkiet walczący z nielegalnym procederem będzie stanowczo domagać się zadośćuczynienia zarówno od handlarzy kradzioną informacją, jak być może nieświadomych nabywców kradzionych informacji, ponieważ używają ich w podobny sposób, jak nabywcy pirackich programów komputerowych.

Reklama
Reklama

prezes wydawnictwa

Parkiet Media SA

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama