Reklama

Oferty Skarbu Państwa cieszą się ogromnym wzięciem

Ze spółek, które po wakacjach zamierzają przeprowadzić oferty pierwotne, szczególną uwagę inwestorów przyciągnie zapewne PGNiG. Nie tylko ze względu na wielkość (1,5 mld zł), ale też dlatego, że jest to spółka Skarbu Państwa. Zachowanie firm o państwowym rodowodzie w pierwszym roku notowań na giełdzie korzystnie odróżnia się od reszty debiutantów. Równocześnie na ostateczny wynik inwestycji istotny wpływ mają koszty związane z zaciągnięciem kredytu na kupno papierów na rynku pierwotnym.

Publikacja: 26.08.2005 09:09

Siedem przedsiębiorstw o państwowym rodowodzie, jakie pojawiły się w ostatnim roku na warszawskim parkiecie, na zamknięciu pierwszej sesji dały zarobić przeciętnie 12,7%. Średnia od 1994 r. dla tego grona firm to 20,5% (bez uwzględniania Banku Śląskiego, który pierwszego dnia dał zarobić 1250%). Inwestorzy mają jednak zapewne debiuty sprzed wakacji. Nie były zbyt udane. Polmos Białystok przyniósł 3% straty i do dziś nie jest w stanie wyraźniej przedostać się ponad cenę emisyjną. Lotos i Police dały zarobić odpowiednio 3,4 i 3,9%, co też zapewne nie usatysfakcjonowało nowych akcjonariuszy. Sukcesu nie gwarantowały pokaźne redukcje zapisów, które w przypadku Lotosu i Polmosu wyniosły po ok. 96%, a Polic przekroczyły 76%.

Kursy po debiucie rosną

Obserwacje z przeszłości dają jednak posiadaczom tych akcji nadzieję, że i dla nich przyjdą lepsze czasy. Przedsiębiorstwa o państwowym rodowodzie zachowują się w pierwszym roku obecności na giełdzie zupełnie przeciwnie niż pozostali debiutanci - w miarę upływu czasu stopniowo zyskują na wartości. Po miesiącu mają przeciętnie 3,2%, po kwartale 6,4%, po pół roku 9,4%, a po roku 16,1% wyższe kursy od zamknięcia pierwszej sesji giełdowej. Można byłoby to wiązać z dobrą koniunkturą na rynku w badanych okresach. Rzeczywiście, po uwzględnieniu zmian indeksu WIG, cyfry wyglądają mniej okazale. Jednak i tak ta grupa przedsiębiorstw wypada lepiej od rynku, na którym pozostałe tracą na wartości po wejściu na parkiet. Te różnice są najbardziej widoczne właśnie wtedy, gdy pod uwagę weźmiemy notowania indeksu WIG.

Czym tłumaczyć takie zjawisko? Wydaje się, że chodzi przede wszystkim o "jakość" spółek, wprowadzanych na giełdę przez Skarb Państwa. Mają one ugruntowaną pozycję na rynku, długą historię działania, a decyzje o upublicznieniu zapadają w odniesieniu do podmiotów będących w najlepszej sytuacji finansowej. Dla pozostałych wybiera się raczej inne metody prywatyzacji. W wielu przypadkach ofercie nie towarzyszy podniesienie kapitału i wszystkie środki uzyskane ze sprzedaży akcji trafiają na rachunek Skarbu Państwa. To powoduje, że nie ma ryzyka nietrafnych inwestycji, jak w przypadku firm pozyskujących kapitał na rozwój. Nie bez znaczenia jest też to, że ponad jedna trzecia państwowych przedsiębiorstw wprowadzonych na giełdę znajduje się lub znajdowała w składzie indeksu WIG20, stanowiącego jeden z popularniejszych benchmarków rynkowych. W rezultacie głównie inwestorzy instytucjonalni, chcąc nie chcąc, musieli posiadać te papiery w portfelach. To zaś przekładało się na zwiększony popyt.

Koszty kredytu

Reklama
Reklama

"zjadają" zyski

Duża popularność ofert pierwotnych Skarbu Państwa ma też negatywne strony. Towarzyszy im ogromna redukcja zapisów - w siedmiu ostatnich przypadkach wyniosła przeciętnie 91,9%. W efekcie inwestorzy otrzymują niewiele akcji, co powoduje, że i zyski są dość skromne. Zapisując się jedynie za własne środki na papiery WSiP, PKO BP, Zelmera, Ciechu, Polmosu Białystok, Lotosu Polic, zarobilibyśmy w sumie jedynie 5,5% w odniesieniu do sumy, za jaką składaliśmy zamówienie (zakładając, że w każdej ofercie zapis opiewał na tę samą kwotę). To niewiele w porównaniu z przebiciami na debiucie, jakie dały te spółki.

W tej sytuacji inwestorzy chcąc poprawić swoje szanse na otrzymanie większej liczby akcji, korzystają z kredytu. Takie posunięcie okazuje się słuszne. Wspomagając się kredytem w wysokości 1500% środków własnych, w każdej z siedmiu ostatnich ofert, po odliczeniu kosztów prowizji przygotowawczej dla banku, zarobilibyśmy prawie 47%, a przy lewarze na poziomie 1000%, byłoby to 33%. Tyle tylko, że na te rezultaty prawie w całości składają się jedynie PKO BP i WSiP. Gdyby ktoś uczestniczył jedynie w sprzedaży pięciu ostatnich firm Skarbu Państwa i korzystał z kredytów, zarobiłby symboliczne 3-4%, co w zasadzie pokrywało koszty prowizji maklerskich.Lewarowanie transakcji zakupu akcji na rynku pierwotnym to nie tylko szansa na osiągnięcie wyższych zysków, ale też ryzyko. W przypadku mniejszej od spodziewanej redukcji zapisów w naszych rękach znajdzie się więcej walorów niż początkowo zamierzaliśmy kupić. Ta część zlecenia zostanie sfinansowana kredytem. W przypadku słabego debiutu nie tylko nie zwrócą się koszty związane z jego zaciągnięciem, ale też straty z inwestycji okażą się większe, niż gdybyśmy nabyli walory jedynie za własne środki. Równocześnie sytuacja, w której inwestorom przyznano akcje zarówno za własny, jak i pożyczony kapitał, zmniejsza szanse na spore przebicie na pierwszej sesji. Z jednej strony, można domniemywać, że popyt był mniejszy od spodziewanego, z drugiej - duża część nowych akcjonariuszy nie będzie chciała płacić odsetek od kredytu i od razu wystawi zlecenia sprzedaży przynajmniej tylu papierów, by wystarczyło na spłatę kredytu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama