Siedem przedsiębiorstw o państwowym rodowodzie, jakie pojawiły się w ostatnim roku na warszawskim parkiecie, na zamknięciu pierwszej sesji dały zarobić przeciętnie 12,7%. Średnia od 1994 r. dla tego grona firm to 20,5% (bez uwzględniania Banku Śląskiego, który pierwszego dnia dał zarobić 1250%). Inwestorzy mają jednak zapewne debiuty sprzed wakacji. Nie były zbyt udane. Polmos Białystok przyniósł 3% straty i do dziś nie jest w stanie wyraźniej przedostać się ponad cenę emisyjną. Lotos i Police dały zarobić odpowiednio 3,4 i 3,9%, co też zapewne nie usatysfakcjonowało nowych akcjonariuszy. Sukcesu nie gwarantowały pokaźne redukcje zapisów, które w przypadku Lotosu i Polmosu wyniosły po ok. 96%, a Polic przekroczyły 76%.
Kursy po debiucie rosną
Obserwacje z przeszłości dają jednak posiadaczom tych akcji nadzieję, że i dla nich przyjdą lepsze czasy. Przedsiębiorstwa o państwowym rodowodzie zachowują się w pierwszym roku obecności na giełdzie zupełnie przeciwnie niż pozostali debiutanci - w miarę upływu czasu stopniowo zyskują na wartości. Po miesiącu mają przeciętnie 3,2%, po kwartale 6,4%, po pół roku 9,4%, a po roku 16,1% wyższe kursy od zamknięcia pierwszej sesji giełdowej. Można byłoby to wiązać z dobrą koniunkturą na rynku w badanych okresach. Rzeczywiście, po uwzględnieniu zmian indeksu WIG, cyfry wyglądają mniej okazale. Jednak i tak ta grupa przedsiębiorstw wypada lepiej od rynku, na którym pozostałe tracą na wartości po wejściu na parkiet. Te różnice są najbardziej widoczne właśnie wtedy, gdy pod uwagę weźmiemy notowania indeksu WIG.
Czym tłumaczyć takie zjawisko? Wydaje się, że chodzi przede wszystkim o "jakość" spółek, wprowadzanych na giełdę przez Skarb Państwa. Mają one ugruntowaną pozycję na rynku, długą historię działania, a decyzje o upublicznieniu zapadają w odniesieniu do podmiotów będących w najlepszej sytuacji finansowej. Dla pozostałych wybiera się raczej inne metody prywatyzacji. W wielu przypadkach ofercie nie towarzyszy podniesienie kapitału i wszystkie środki uzyskane ze sprzedaży akcji trafiają na rachunek Skarbu Państwa. To powoduje, że nie ma ryzyka nietrafnych inwestycji, jak w przypadku firm pozyskujących kapitał na rozwój. Nie bez znaczenia jest też to, że ponad jedna trzecia państwowych przedsiębiorstw wprowadzonych na giełdę znajduje się lub znajdowała w składzie indeksu WIG20, stanowiącego jeden z popularniejszych benchmarków rynkowych. W rezultacie głównie inwestorzy instytucjonalni, chcąc nie chcąc, musieli posiadać te papiery w portfelach. To zaś przekładało się na zwiększony popyt.
Koszty kredytu