Akcje Atlantisu kupiliśmy od naszej spółki matki i traktujemy je jako inwestycję kapitałową. Jako akcjonariusz czekamy i przyglądamy się. Na razie jest zbyt wiele niejasności. Więcej pytań niż odpowiedzi. Mamy za małą wiedzę o pozostałych akcjonariuszach i samej spółce. Nie wiadomo, czy "w szafie nie ma już trupów". Nikt tak właściwie nie wie, co się dzieje ze spółkami zależnymi Atlantisu. Wiadomo, że upadły, ale czy nie ma już między nimi a Atlantisem wzajemnych zobowiązań? Do tego dochodzi spór z syndykiem spółki z Mielca. Jest zbyt wiele niewiadomych... A nikt o zdrowych zmysłach nie wyłoży pieniędzy w projekt, skoro te pieniądze mógłby mu odebrać ktoś inny. Jeśli sytuacja będzie czysta, będziemy wówczas ewentualnie podejmować jakieś decyzje.
Co łączy Pawła Obrębskiego z WAN-em lub Anwitem? To on wniósł do Anwitu pakiet akcji Atlantisu, który teraz należy do WAN-u...
Teraz ani Anwitu, ani WAN-u nie łączą żadne biznesowe powiązania z panem Obrębskim. Przez pewien, krótki czas był udziałowcem Anwitu, ale sprzedał swoje udziały.
Kim są udziałowcy Anwitu?
Dwie firmy kontrolowane przez pana Witolda Anyszkę oraz cztery osoby fizyczne - menedżerowie WAN-u.Wspomniał Pan, że upublicznienie jest wpisane w strategię WAN-u. Czy możemy się zatem spodziewać, że na giełdzie pojawi się kolejny deweloper?
Bardzo poważnie traktuję upublicznienie WAN-u. Realizujemy wiele projektów deweloperskich. Nasza działalność wymaga zaangażowania dużego kapitału. Jeśli chodzi o GPW, to rozważaliśmy i wciąż rozważamy upublicznienie jako źródło pozyskania kapitału. Pytanie jednak, czy to będzie bardziej opłacalne niż finansowanie inwestycji kredytami bankowymi. Trzeba się zastanowić, czy koszt pozyskania pieniędzy z giełdy nie jest większy od kosztu kredytu. Mówi się, że kapitał z giełdy jest "darmowy", bo nie trzeba go zwracać. Moim zdaniem, jeśli się już sięga po pieniądze inwestorów, należy im wypłacać dywidendę, tak samo jak bankom płaci się odsetki.